Łapiemy oddech

W Salcie zatrzymalibyśmy się na nie więcej niż jeden dzień, ale po trzech tygodniach jazdy po argentyńskim outbacku potrzebowaliśmy chwili oddechu. Tu pożegnaliśmy się z samochodem i stąd też kupiliśmy bilety autobusowe do San Pedro de Atacama. Pomiędzy jedną a drugą aktywnością minęło parę dni, które spędziliśmy na tak zwanym …

Kolorowo mi!

Na salarze spędziliśmy dużo więcej czasu niż rozsądek nakazywał, a na drodze do najbliższej cywilizacji wyrosła nam znów niesamowita przełęcz i droga miliona zakrętów. Planowaliśmy dojechać do pierwszej miejscowości zaraz za przełęczą, wybraną tak naprawdę na chybił trafił i jadąc do niej cały czas zastanawialiśmy się, czy będzie tam jakiekolwiek …

Kopalnia soli

– Aniu, skąd się bierze sól? – Z wielkiego białego jeziora… – Taaak? – No tak! Tam jest taka koparka i ładuje sól na ciężarówkę! Sama widziałam i nawet jadłam wielkie kawały soli! Salinas Grandes to pierwsza kopalnia soli, jaką Ania widziała w życiu! I rzeczywiście wskoczyliśmy na białą solną …

Pociąg do chmur

Z zachmurzonej zimnej Salty wyjeżdżamy dość wcześnie, by pokonać trasę osławionego pociągu do chmur. Zamiast do wagonu wsiadamy w naszą srebrną strzałę i drogą numer 51, która gdzieniegdzie przecina się z trasą pociągu, jedziemy do San Antonio de los Cobres. Po niecałych dwóch godzinach wyjeżdżamy ponad chmury i od razu …

W krainie kaktusów

Lata temu miałam niewielką kolekcję kaktusów – parę miniaturek w kolorowych doniczkach jak i kilka wielkich kwitnących. Te kolczaste roślinki nawet ze mną trochę po świecie jeździły. Jeden przywiozłyśmy z mamą z Węgier, a inny jechał autokarem z Krakowa do Monachium :) Wtedy do głowy by mi nie przyszło, że …

To się nazywa sjesta!

Jeszcze na Wyspie Wielkanocnej dopytywaliśmy Hiszpanów o sjestę i gdy usłyszeliśmy: „Nieeee, my w Hiszpanii sjesty nie mamy … tylko dwugodzinną przerwę na lunch …” to i my i kolega z Chin wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Do tej pory wydawało nam się, że dwie godziny przerwy, to już sjesta, jednak po …

Droga

Setki i tysiące kilometrów asfaltu i żwiru, właśnie taka jest dla nas Argentyna. Jedziemy blisko gór przez totalne pustkowia, gdzie nie jest niczym nadzwyczajnym, że wioskę od wioski dzieli dwieście kilometrów pustyni i gór, przez które ktoś kiedyś pociągnął drogę, a którą dzisiaj przejeżdża może kilkanaście aut dziennie. Po drodze …

Dinozaury

Co jak co, ale dinozaurów, to się po Argentynie nie spodziewaliśmy! W okolice kanionu Talampaya i Księżycowej Doliny Valle de la Luna przywiodły nas głównie widoki, opisywane jako najpiękniejsze w całym kraju. Przeżyliśmy więc niemałe zdziwienie, gdy w obydwu parkach zastaliśmy kości, szkielety, opowieści o erze dinozaurów i o tym, …

El Leoncito

Wyschnięte jezioro na argentyńskim pustkowiu, to całkiem niezłe miejsce na dłuższy postój! Na wskoczenie w letnie ciuchy, kruszenie błotka, przejażdżki na ręcznym, kręcenie ósemek i takie tam :) Fajnie było tak wariować w tym niesamowitym miejscu, szczególnie że byliśmy tam zupełnie sami. Jakimś szczęśliwym trafem zjechaliśmy pierwszą lepszą i mniej …

Tylko dla wtajemniczonych!

Za nami znów kilometry szutru, tym razem wśród ciemnych skał. Jedziemy rozglądając się na boki, aż wreszcie zza zakrętu wyłania się niesamowicie kolorowa pastelowa skała, która wygląda zupełnie jak nie z tej bajki! To Wzgórze Siedmiu Kolorów! Każdemu z nas krajobraz ten kojarzy się z czymś innym: to z tęczą, …