Skały, grzyby i… historia pewnej loterii…

2014_usa_paria_toadstools_17

8 rano, dzwoni budzik. Na wakacjach to dla nas środek nocy, ale mimo to wszyscy w trójkę wygrzebujemy się z ciepłych śpiworów i nie myśląc nawet o śniadaniu maszerujemy z prosto do budynku BLM. Każdego poranka odbywa się tu słynna i bardzo wyjątkowa loteria – do wygrania jest… możliwość zobaczenia The Wave!!! To w Kanab temat numer jeden zarówno wśród turystów jak i miejscowych. Tak jakby całe miasteczko żyło tylko tą loterią…

Nam też słynna Fala chodzi po głowie już od wielu lat. Kilka lat temu byliśmy nawet w okolicy, ale o The Wave mogliśmy sobie tylko w głębi duszy pomarzyć. Cóż … nie znaleźliśmy wtedy po prostu czasu, ponieważ ważniejsze były te „większe” okoliczne atrakcje, takie jak parki Bryce i Zion. Ot, cały urok 3 tygodniowych wakacji ;)

Tym razem korzystamy z luksusu, który pozwala nam „zmarnować” parę dni w Kanab i dajemy się wciągnąć w grę. W końcu być tutaj, mieć czas i piękną pogodę i nie spróbować szczęścia??? Nie, to do nas nie podobne!

Po drodze zaopatrzamy się jeszcze w półlitrowe kubki kawy na wynos i bez pośpiechu docieramy do biura BLM dokładnie na 8:30 rano. I od razu robimy wielkie oczy na widok kilkudziesięciu aut przed budynkiem. Jakoś wcześniej w ogóle nie zastanawialiśmy się, jak to będzie wyglądać, ale teraz już wiemy, że szanse mamy dokładnie takie jak na szóstkę w totolotka. W środku wita nas tłum, który po krótkiej przemowie rangera przewala się do salki obok. Jest tu parę rzędów krzesełek, tablica z wypisanymi najważniejszymi informacjami dotyczącymi trekkingu oraz ONA! MASZYNA LOSUJĄCA! Żywcem kojarząca się nam z kołowrotkiem w klatce chomika :)

2014_usa_paria_toadstools_20

Wypełniamy ankietę i zajmujemy miejsce na podłodze. Zasady loterii są proste – The Wave może zobaczyć dziennie tylko 20 osób. 10 wejściówek rozdanych zostało już wiele miesięcy temu w loterii internetowej, a kolejne 10 osób zostanie wylosowane właśnie teraz. Dziesięć. Ani jedna mniej, ani jedna więcej… A dziś chętnych jest ponad 100… Podobno parę tygodni temu było nawet ponad 200. Zastanawiamy się, co zrobimy, jeśli uda nam się wylosować ostatnie dwa miejsca, albo ostatnie jedno jedyne, przecież chcemy iść wszyscy!

Uśmiechnięta strażniczka rozpoczyna dzisiejszą loterię i każdemu zespołowi przydziela numer. Następnie do chomikowego kołowrotka wrzuca kuleczki z numerami … i kręci korbką, a wszyscy na sali wstrzymują oddech… Po chwili maszyna losująca wypluwa jedną kulkę. 3 osobowa załoga słysząc swój numer głośno ryczy ze szczęścia . Ale zostało jeszcze 7 wolnych miejsc… Z kółka wypada jeszcze tylko parę kulek i… żadna niestety nie jest nasza :( Trochę smutni ale nie jakoś specjalnie zawiedzeni odwracamy się na pięcie i idziemy do lady, za którą stoi już 2 rangerów przekonujących wszystkich po kolei, że rejon Kanab to nie tylko The Wave, ale też wiele innych, co najmniej tak samo pięknych miejsc.

2014_usa_paria_toadstools_01

Z biura BLM wychodzimy z rękami pełnymi map i ulotek, dzięki którym przy śniadaniu planujemy kolejne dni. Mapa okolic wygląda niczym prawdziwa mapa skarbów, a krzyżujące się szutrowe drogi niemal wołają do nas: „Zjedź z asfaltu! Im głębiej wjedziesz w Escalante, tym będzie piękniej i piękniej!”. I oczywiście dajemy się skusić tym nawoływaniom. Podążamy korytami sezonowych rzek i bawimy się zaschniętym błotem zalegającym niemal wszędzie po tych ogromnych ulewach, które przeczekiwaliśmy w Dolinie Śmierci. Zachwycamy się niesamowitymi dziełami przyrody i obserwujemy skaczące po skałach kozice. Przeciskamy się przez kaniony szczelinowe i znajdujemy niesamowite skalne grzyby – Toadstools – przypominające nam nieco bajkową Kapadocję. Eksplorujemy Grand Staircase – Escalante i już wiemy, że jeszcze tu kiedyś na pewno wrócimy! Bez dwóch zdań! Tylko bardziej uterenowionym samochodem. I na dłużej.

2014_usa_paria_toadstools_13

A loteria… Po drugiej nieudanej próbie rezygnujemy z niej, bo nagle niespodziewanie dostajemy pozwolenia na trekking w Wielkim Kanionie i to on staje się dla nas celem numer jeden. Podczas naszej Wielkiej Wyprawy wcale nie myślimy o żadnej loterii, ale po powrocie do Kanab temat wraca na tapetę. Następnego rana wysyłamy jednoosobową delegację i… oczywiście po raz trzeci nie wygrywamy wejściówek. Powoli mamy już dość całej tej szopki, wolelibyśmy jakąś listę rezerwową, jakiś konkurs, czy jakiekolwiek inne, ale sensowne rozwiązanie, na wynik którego mielibyśmy jakikolwiek wpływ. Loteria, w której możliwość zobaczenia jakiegoś fantastycznego miejsca zależy tylko i wyłącznie od łutu szczęścia, a nie od innych czynników jak dobra kondycja, cierpliwość, czy choćby nawet grubość portfela potrafi naprawdę irytować. Byłeś na Wave??? Szacun!!! Taaaak… jestem gość, wygrałem na loterii :P

Postanawiamy, że czas jechać dalej. Utah jest ogromne i nie możemy całego czasu przesiedzieć w Kanab. Trzeba się pakować i zmienić miejscówkę. Jutro jedziemy dalej. Ale jeszcze z samego rana Piotrek idzie na loterię, już na pewno ostatni raz. A ja pakuję manatki. I gdy pakuję już drugą godzinę, to wiem, że dziś rano szczęście musiało się do nas uśmiechnąć :) Namiot mamy przecież tuż przy samym biurze BLM, a mój mąż nie ma w zwyczaju gubić się gdzieś po drodze, więc jego nieobecność znaczyć może tylko jedno! :) I mam rację! Chwilę później widzę Piotrka idącego przez kemping z wielkim bananem na twarzy i powiewającego zieloną kartką z wydrukowanym permitem. Udało się!!! Już jutro zobaczymy The Wave! :)

Otagowany , , .Dodaj do zakładek permalink.

6 Komentarzy do Skały, grzyby i… historia pewnej loterii…

  1. Ada mówi:

    Czy można spytać ile kosztuje wypożyczenie samochodu w USA? Bardziej opłacało się Wam wypożyczać na tak długi czas niż kupować? Pytam z ciekawości bo już kilkukrotnie w relacjach widziałam, że ludzie kupują na kilka miesięcy samochód, a potem sprzedają przy wyjeździe chociaż jest to pewno bardziej uciążliwa opcja.

    • Piotrek mówi:

      Prawdę mówiąc do ostatniego momentu mieliśmy plan, żeby za autem zakręcić się dopiero, jak już będziemy na miejscu w Chicago. Ale parę dni przed przylotem do USA rozeznałem trochę temat wypożyczalni i całkiem szybko znalazłem magiczne kupony i to darmowe, dzięki którym Avis dawał „lowest rate”. Do tego kolejne kupony na darmowy upgrade. Zrobiliśmy wybieg i zarezerwowaliśmy auto niższej klasy i to w obniżonej cenie, a kiedy już pojawiliśmy się w wypożyczalni, to zadziałał drugi kupon i zamiast Forda Focusa w tej samej cenie dostaliśmy ładnego SUV-a 4×4 z bajerami, nówka sztuka z przejechanymi paroma tysiącami mil. Cena $790 za miesiąc + $270 tzw. loss damage waiver (LDW). Przy takiej kwocie nie widzieliśmy sensu kupowania jakiegoś grata, którym co tydzień musielibyśmy zajeżdżać do mechanika. Woleliśmy wziąć nowe niezawodne auto, którym przejechaliśmy 21 tys. km po USA i Kanadzie bez żadnych problemów. A dzięki LDW nie ściągnęli z nas ani złotówki za klimę i osłonę silnika, które urwaliśmy na pustyni…
      Jedna wskazówka jeśli chodzi o wypożyczalnie – nawet w obrębie tego samego miasta ta sama firma za to samo auto w różnych miejscach ma różne ceny. Na lotnisku kosmos, dużo taniej w downtown. Jeśli chodzi o Avis, to podobało nam się też to, że rezerwacja była bez zobowiązań. Najpierw obejrzeliśmy auto i dopiero później podpisaliśmy umowę, a płatności były tylko na koniec każdego miesiąca, a nie za całość z góry.

      • Ada mówi:

        Hej Piotrek! A pamiętasz może gdzie takie kupony znalazłeś?
        A czy rezerwowaliście z wyprzedzeniem jakieś noclegi w USA? I jeszcze jedno pytanie do Was, czy faktycznie przewodniki LP są warte swojej ceny i korzystaliście z nich czy raczej sami wyszukiwaliście ciekawych miejsc do zobaczenia?

        • Piotrek mówi:

          Hej! Szczerze mówiąc to nie pamiętam :) Jest wiele stron z kuponami i chwilę mi zajęło zanim znalazłem jakieś działające. Bo niestety prawda jest taka, że wiele darmowych kuponów w ogóle nie działa :P Sytuacja zmienia się z roku na rok więc najlepiej wpisz w wyszukiwarce „rental car coupons” i posurfuj po stronkach. Możesz zacząć od http://www.coupons.com :) Sprawdź też na ebay, bo zdarza się, że dobre kupony można kupić za kilka dolarów. No i najważniejsze – tak jak Ci już pisałem, ceny bardzo się różnią, nawet w tym samym mieście i tej samej sieci. Downtown zazwyczaj jest tańsze niż lotnisko.

          Z noclegami zawsze mamy pełen spontan i nigdy nie rezerwujemy z wyprzedzeniem. No dobra, z jednym wyjątkiem – jeśli przylot mamy po południu lub wieczorem, to wolimy pierwszą noc mieć zaklepaną, żeby nie błądzić po mieście w poszukiwaniu noclegu. W USA motele są wszędzie, tyle że wcale nie są takie tanie, jak się to często słyszy. Średnio możesz liczyć 50-100$ za pokój, w dzisiejszych czasach 30-40$ to już naprawdę rzadkość. No chyba, że w Las Vegas :)))))) Ale w parkach narodowych liczy się tylko namiot!

          O LP najlepiej mogłaby się wypowiedzieć Domi, bo ona je kupuje i kartkuje. Dla mnie mają za mało obrazków ;) Najlepiej przejdź się do księgarni i sama obejrzyj, to będziesz wiedziała, o co chodzi ;) Ale szczerze mówiąc, akurat w przypadku USA nie kupowałbym absolutnie żadnego przewodnika. Ja intensywnie korzystam z genialnej strony nps.gov – tam znajdziesz wszystkie parki narodowe, szczegółowe mapy szlaków, opisy i mapy kempingów itd. itp. Rozrywka zapewniona na wiele wieczorów ;) W każdym parku narodowym dostaniecie też ładną mapkę, a rangerzy w visitor center są bezcenną skarbnicą wiedzy ;)

          Wyślij mi email na kontakt@chwytajdzien.pl i napisz jaki macie plan, gdzie, kiedy i na ile się wybieracie, to może coś Ci doradzę :)

          • Ada mówi:

            Dziękuję za odpowiedź :) Oczywiście jedziemy pod namiot :)
            LP właśnie na żywo nie znalazłam chociaż szukałam w kilku księgarniach, stąd moje pytanie – ale odpuszczam go. Maila szczerze mówiąc wysłałam jakiś czas temu, może gdzieś zaginął w natłoku wiadomości albo w ogóle nie dotarł więc wyślę jeszcze raz. Pozdrawiam serdecznie :)

            • Piotrek mówi:

              Faktycznie chwilowo nie wyrabiamy się trochę z mailami, ale to wszystko przez Australię i nadrabianie zaległości po :P Ale maila od Ciebie i tak nie widzę ;) Podeślij jeszcze raz!
              A jeśli chodzi o Lonely Planet, to może znajdziesz tanio jakiś używany egzemplarz na Allegro? Tylko nie USA, bo USA to wiesz… najlepiej odkrywać samemu :)))))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>