Kościółek w Theth

Co najbardziej kojarzy nam się z Albanią? Góry! Skaliste szczyty, zielone doliny, łąki, przestrzenie jak okiem sięgnąć, dzika przyroda. Góry, po których póki co bez problemu można jeździć, bowiem sporo tutaj jest nieutwardzonych dróg przeróżnej jakości, w sam raz dla naszego najnowszego nabytku ;) O tych górskich drogach i o słynnym Theth nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy wcześniej dość sporo, więc pewniakiem było, że i od gór rozpoczniemy nasze albańskie wakacje.

2019_albania_theth_13

Jeśli pogoda pozwoli, oczywiście… Naprawdę przed wyjazdem obawialiśmy się, że końcem września w górach może być różnie, jednak na miejscu okazało się, że pogoda w Górach Przeklętych jest wręcz wymarzona! Tak, to właśnie Góry Przeklęte kusiły nas najbardziej. Zarówno od momentu poznania ich zakątków od czarnogórskiej strony jak i z przeróżnych relacji. Relacji, w których zawsze przewijało się głównie jedno magiczne słowo – Theth.

Tak więc jeśli Albania, to Theth. To był pewniak. Wielką niewiadomą zaś dla nas było to, czego po Theth się spodziewać. Pięknych gór i ciekawej trasy dla samochodu 4×4 się spodziewaliśmy. Małej wioski w sercu gór także. Ale wielkiej pustej polany tuż nad rzeką, ogniska co wieczór, ciszy i spokoju już nie.

Nasza mała oaza

Nasza baza wypadowa nieopodal Theth

Bo tak właściwie jeśli my dziś mówimy o Theth, to nie samą miejscowość mamy na myśli. Nie ten słynny obfotografowany kościółek, nie domy mieszkalne, liczne guest housy, kempingi czy malutkie restauracje. Nie. Nasze Theth to wielka łąka, gdzieś pomiędzy wioskami Theth a Nderlysaj, na której obozujemy dwie noce. Pierwszej nocy zupełnie sami, drugiej w towarzystwie pary Niemców i pary Polaków.

2019_albania_theth_02

Nasze życie toczy się tu na zupełnie innych obrotach – napawamy się ciszą oraz tym, że wreszcie nic nie musimy. Długo śpimy, delektujemy się poranną kawą, popołudniowym spaghetti i wieczornym ogniskiem. Zbieramy drzewo na ognisko, chodzimy na krótkie trekkingi, gramy w planszówki i w badmintona, malujemy kamienie, kąpiemy się nawet w lodowatej górskiej rzece.

Gdyby nie wrodzona ciekawość świata, najchętniej zostalibyśmy na tej łące na tak długo, jak to tylko możliwe … dopóki by się nam całkowicie nie znudziła…

2019_albania_theth_04

Theth Loop – czyli o tym jak dojechać do Theth

Do Theth dojechaliśmy ze Szkodry najczęściej uczęszczaną drogą, wiodącą od północnej strony. Najpierw wjeżdża się na przełęcz dobrą asfaltową drogą, a tuż za przełęczą asfalt się kończy… i zaczynają się roboty drogowe mające na celu ulepszenie drogi. Przypuszczamy więc, że niedługo już cała droga aż do Theth będzie asfaltowa i tym samym na pewno przejezdna każdym samochodem. Choć i teraz spotkaliśmy osobówki pokonujące wertepy w żółwim tempie… Góry pojawiają się nam niemal natychmiast, jednak te najpiękniejsze widoki roztaczają się tuż nad samą doliną, w której leży Theth.

2019_albania_theth_11

Z Theth do Szkhodry wracamy inną, dużo dłuższą drogą wiodącą na południe. Trasa ta jest dużo bardziej interesująca, z malowniczymi widokami, ale też bardziej wymagająca. Zdecydowanie nie dla osobówek! Po drodze natykamy się na starego dostawczaka, któremu spod maski wydobywają się kłęby dymu a woda z chłodnicy chlupie na ziemię. Młody chłopak prosi, żeby go podholować tylko do przełęczy, a później z górki da już sobie radę. Trzeba sobie pomagać, więc od tej pory jedziemy razem, choć do przełęczy okazało się jakieś 800 metrów przewyższenia… Nasza Toyotka wjeżdża jednak na górę bez żadnego trudu, tak jakby dodatkowe 2 tony nie robiły jej żadnej różnicy. Na szczycie rozłączamy karawanę, ściskamy się, śmiejemy, klepiemy po plecach i zjeżdżamy powolutku na drugą stronę. Tysiąc zakrętów dalej docieramy do Szkodry.

2019_albania_theth_14

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *