Pod omańskim dachem

2018_oman_isaak_01

„Mr. Isaak … jeśli można spytać … ciekawi jesteśmy … ile właściwie masz dzieci?”

„Piętnaście! Piętnaścioro dzieci i … piętnaścioro wnucząt!” – odpowiada wyraźnie dumny Isaak, na oko pięćdziesięcioletni Omańczyk, który ponad dwa tygodnie temu zaprosił nas pod swój dach. Czujemy się już na tyle ośmieleni, by zadawać aż tak osobiste pytania: rozmawiamy przecież już chyba piątą godzinę, zjedliśmy wspólnie ze dwa kilo grillowanych kurczaków, z farmy poza miastem przenieśliśmy się na salony, a w ruch właśnie poszedł już drugi termos mocnej i słodkiej … herbaty.

Jest już prawie godzina 23. Siedzimy po turecku na kolorowym dywanie w jednopokojowym „domu” przeznaczonym tylko i wyłącznie do spotkań i pogaduszek. Oprócz kolorowego dywanu oraz wielkiej, narożnej sofy, zajmującej dwie ściany domu nie ma tu nic więcej. Niemniej jednak i tak siedzimy po turecku na środku dywanu i popijając herbatę rozmawiamy. Z każdą godziną rozmowy te stają się coraz bardziej poważne – od neutralnych pytań o rodzaje daktyli przechodzimy do ciekawiących nas tematów dotyczących ubioru w Omanie, by zakończyć na dyskusjach o małżeństwie i miłości… Co rusz do domu wchodzą kolejne dzieci – te starsze by potrenować swój angielski, te młodsze by najzwyczajniej w świecie przytulić się do taty.

Na nocleg przenosimy się do sąsiedniego domu. Do domu syna naszego gospodarza. Przechodząc z domu do domu pan Isaak z dumą tłumaczy nam, że cała ta ulica jest jego rodzinną posiadłością, ze śmiechem mówi że wszyscy razem tworzą swoje własne plemię. W każdym z domów mieszka jakiś członek jego rodziny – tu brat, tu syn, tu kuzyn. Mamy nieodparte wrażenie, że traktuje nas nieco jak bardzo biednych ludzi zachodu, posiadających mikroskopijną rodzinę, składającą się jedynie z dwójki dzieci…

W urządzanie naszego legowiska angażuje się niemal pół rodziny. Młodsi synowie zupełnie o to nie proszeni znoszą nam materace i koce oraz pomagają w wypakowaniu z samochodu naszych plecaków. Jesteśmy mile zaskoczeni omańską gościnnością, o którą tak na dobrą sprawę w ogóle się nie prosiliśmy. U obcych ludzi czujemy się naprawdę dobrze i bezpiecznie. Przed zaśnięciem przez chwilę rozmawiamy o tym, jak ciekawym sposobem na podróżowanie, poznawanie obcych krajów i kultur jest couchsurfing. Do tej pory w podróżowaniu stawialiśmy nacisk na naturę i bycie totalnie niezależnym, ale kto wie, czy ta noc spędzona u omańskiej rodziny czegoś w nas nie zmieni???

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *