Belgijskie Ardeny

2017_belgia_ardeny_10

Belgię planowaliśmy odwiedzić miesiąc wcześniej, wylądowaliśmy jednak w Szwajcarii. Tym razem chcieliśmy bardzo spędzić weekend na szlakach w szwajcarskich Alpach … a padło na dużo niższe Ardeny ;) Tak to właśnie nasze plany żyją swoim własnym życiem, a o planowaniu czegokolwiek z paru tygodniowym wyprzedzeniem w ogóle możemy zapomnieć. Przynajmniej jeśli chodzi o weekendowe wypady, bo te uzależniamy głównie od pogody. Nie ma się więc co dziwić, że gdy prognozy w Szwajcarii uparcie pokazywały drastyczne ochłodzenie do 10 stopni i deszcz od rana do wieczora, to zaczęliśmy szukać alternatywy. Mimo że nie było to łatwe zadanie, to jednak udało się znaleźć region, w którym deszcz miał padać tylko pierwszej nocy. Jak zwykle zawierzyliśmy „naszej” prognozie pogody na słowo, do samochodu spakowaliśmy przede wszystkim symbol weekendowej niezależności, czyli namiot i ruszyliśmy odkrywać zupełnie nowe dla nas miejsca. Belgijskie Ardeny.

2017_belgia_ardeny_14

Starym sposobem zjechaliśmy z autostrady tak szybko jak tylko się dało i jadąc wąską krętą drogą nie mogliśmy się napatrzyć na belgijskie wioski, w których królowały małe kamienne domy, traktory i stada pasących się łaciatych krów. Nocleg bez problemu znaleźliśmy w samym sercu Arden, na kempingu w uroczym miasteczku La Roche-en-Ardenne. La Roche-en-Ardenne zwiedziliśmy dość pobieżnie pod wieczór tego samego dnia, koncentrując się głównie na poszukiwaniu słynnych belgijskich frytek i równie słynnych piw. Odbiliśmy się od zamkniętej bramy prowadzącej do ruin średniowiecznego zamku i całą uwagę przenieśliśmy na stojący tuż przy parkingu amerykański czołg z drugiej wojny światowej. Największą atrakcją dla dzieciaków był jednak namiot i pobliska rzeka, która służyła im nie tylko do moczenia stópek, ale także do niekończących się zabaw w strażaków :)

2017_belgia_ardeny_04

Drugiego dnia pojechaliśmy przede wszystkim po najstarszego w Europie geocache’a, a w porze obiadowej zawitaliśmy do malowniczego miasta Dinant, nad którym góruje cytadela wybudowana na wysokiej skale. Mimo że wyjście po stromy schodach na cytadelę bardzo nas kusiło, to zdecydowaliśmy się na krótki, czterokilometrowy, szlak w okolicznym Parc de Furfooz. Był to bardzo dobry wybór – spacer wśród skał i jaskiń spodobał się wszystkim: i starszym i młodszym piechurom. Szczególną atrakcją okazała się głęboka jaskinia, której komnaty możnaby eksplorować na własną rękę całymi godzinami. Takie przynajmniej odnieśliśmy wrażenie, po krótkim acz treściwym w emocje błądzeniu po jednej z komnat przy świetle rzucanym z komórki ;)

Trzeciego dnia mieliśmy się grzecznie spakować i szybko wrócić do domu. Planu jednak nie udało się do końca zrealizować, a wszystkiemu winien jest jeden szlak. Ponoć najpiękniejszy szlak w belgijskich Ardenach…

2017_belgia_ardeny_13

Otagowany .Dodaj do zakładek permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>