2016_australia_zwrotnik_koziorozca_12

Po wielu dniach wreszcie trafiamy na drogę wijącą się wzdłuż wybrzeża! Bez wahania odbijamy z krajowej jedynki, by wreszcie nacieszyć oczy widokiem turkusowego morza! Poza tym jest to wybrzeże Koziorożca – Capricorn Coast – wybrzeże tuż nad zwrotnikiem, a my mamy bzika na punkcie tych paru charakterystycznych linii na mapie i koło TAKIEGO miejsca trudno byłoby nam przejechać obojętnie.

Na przejechanie 20 kilometrów widokowej drogi wzdłuż wybrzeża przeznaczyć by można maksymalnie godzinę, my jednak postanawiamy spędzić tu dwa dni. Tęsknimy za wieczorem spędzonym na plaży i za szumem morza kołyszącym nas do snu. Znajdujemy miejsce idealne na nocleg: mały, zalesiony parking, z jednej strony plaża, z drugiej park narodowy z krótkim szlakiem. Ryzykujemy trochę, ponieważ kempingowanie w tym miejscu nie do końca jest legalne, jednak nie możemy się oprzeć. Jak i nie możemy przestać się zastanawiać, co takiego się podziało, że w tym miejscu zakazano freedom campingu. Gołym okiem widać, że jakiś czas temu można było tu parkować i zapewne nocować  na szerokim poboczu, tuż nad samą plażą. Dziś pobocze to jest sprytnie ogrodzone i znaki z przekreślonym namiotem wiszą co krok. Przekreślony namiot, a nie kamper czy przyczepa, jak w innych miejscach, sprawia że tym razem interpretujemy znaki na naszą korzyść i parkujemy nasz domek na kółkach w miejscu, w którym nikomu przeszkadzać nie powinien. W nocy parę razy powoli przejeżdża koło nas pickup wyglądający na parkowy, nikt jednak nas nie budzi, nie przegania, ani nie straszy karą. Wygląda na to, że jesteśmy grzecznymi turystami, o czym zresztą przekonamy się na własnej skórze już za parę dni…

2016_australia_zwrotnik_koziorozca_03

Przygody z wybrzeżem wcale nie zaczynamy na plaży, ale w niewielkiej miejscowości Yeppoon, gdzie Ania wypatruje wodny plac zabaw. Jako że chlupania się w wodzie nie było już od dłuższego czasu (meduzy, ech meduzy…), to wsiąkamy na placu zabaw na dłuższą chwilę. Biegamy pomiędzy fontannami, moczymy nogi, chlapiemy się chłodną wodą. Ania biega z kąta w kąt z szerokim uśmiechem i piszczy z radości, a my cieszymy się razem z nią! Nie ma piękniejszego widoku niż szczęśliwe dziecko! :)

Po wodnym szaleństwie jedziemy na upatrzony wcześniej parking i po upichconym wspólnie obiedzie zdobywamy szczyt jedynego w okolicy pagórka – Bluff Point. Dawno juz po prostu nie chodziliśmy, wiec czerpiemy nieskrywaną przyjemność z tego popołudniowego spaceru, szczególnie że w którą stronę nie spojrzeć, widoki są bardzo ładne – turkusowe bezkresne morze spotykające się z szerokimi, pustymi plażami. W jednym miejscu udaje się nam nawet wypatrzeć pływające w morzu wielkie żółwie. Tak jak sobie wymarzyliśmy wieczór spędzamy na plaży, szerokiej, zupełnie pustej i wysypanej nie piaskiem a drobniutkimi muszelkami! Podobnych miejsc życzymy sobie jeszcze więcej!

2016_australia_zwrotnik_koziorozca_16

Kolejnego dnia odwiedzamy Visitors Center znajdujące się na samym Zwrotniku Koziorożca. Pełni nadziei wpadamy do środka i pytamy pań gdzie jeszcze znajdziemy podobnie piękne wybrzeże. Niestety, szybko zostajemy sprowadzeni na ziemię, bo okazuje się, że okolica do zaoferowania nie ma nic więcej. Oprócz płatnych wycieczek do okolicznej kopalni i bezpłatnego ogrodu botanicznego na brzegu miasta… Jedziemy więc dalej…

4 Comments

    1. Tak to już jest z tymi australijskimi plażami. Jak nie meduzy, to wielkie fale. A jak już się uda znaleźć jakąś fajną plażę (na przykład taką w Adelajdzie hehe) to nie ma kiedy na nią iść ;)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *