Goood Morning Vietnam!

2014_wietnam_ha_tien_08

Oj, ciężko wyruszyć w dalszą drogę po tygodniowym leżeniu. Niby wstąpiły w nas nowe siły i nawet wróciliśmy do pierwotnego planu „zwiedzamy” zamiast „plażujemy”, a jednak spręża brakuje… Na szczęście tryb wakacyjny ciągle jest włączony więc powoli wracamy do siebie. Lądujemy w Kep i ruszamy w dalszą drogę. Do Wietnamu!

Do granicy docieramy busem, ale samo przejście przekraczamy na piechotę, w sumie szybko. Ani znów humor zaczynają psuć macające ją baby. W sumie to bardzo dziwne, że ludzie są tak uparci i niedomyślni. Skoro widać, że dziecko robi uniki i chowa się za mamę, to kto by jeszcze dookoła biegał i tak rękami wywijał, żeby choć trochę białej skóry dotknąć?

2014_wietnam_ha_tien_06

Wietnam wita nas całkiem przyjemnie, choć w Ha Tien brak tropikalnego czaru, o którym pisze wiadomo który przewodnik. Za to znajdujemy pachnący nowością guesthouse i dostajemy pokój z pięknym tarasem, udaje nam się zjeść pyszną zupę i trafiamy na wielki festiwal z okazji pełni księżyca. Załatwiamy też transport na dzień następny, w stronę serca delty Mekongu. Spacer na dworzec autobusowy przynosi marne rezultaty, bo do Can Tho jeżdżą tylko dwa autobusy dziennie, jeden o bladym świcie i drugi dopiero po południu. Decydujemy się więc na akt desperacji i wybieramy agencję z hotelu obok oferującą bezpośredni przejazd minivanem, który wyrusza o dziesiątej rano.

Kolejnego dnia rano meldujemy się w agencji, pani potwierdza że nasz bus na pewno dojedzie w cztery godziny do Can Tho i wsadza nas w samochód, który ma nas do busa dowieźć. Prywatny minivan okazuje się być zwykłym kursowym autobusem i już w drodze okazuje się, że jedzie do zupełnie innego miasta, zupełnie nie w tą stronę co trzeba i po czterech godzinach jazdy czeka nas dopiero przesiadka do kolejnego minivana. No i tak właśnie zostajemy nabici w butelkę. Bo po pierwsze nie jedziemy bezpośrednio z punktu A do B, jak nam obiecywano, tylko robimy zygzaki po delcie Mekongu. A po drugie tłuczemy się w sumie osiem godzin zamiast czterech. To że obydwa pojazdy wypchane są po same brzegi i na trzech siedzeniach standardowo siedzi pięć osób to już pominę, bo na tym właśnie polega urok przemieszczania się autobusami po Azji ;) Ale kierowca minivana okazuje się też być niedoszłym kierowcą rajdowym, który wyprzedzając w morzu skuterów bez przerwy  jedzie lewym pasem! Do tego  oczywiście trąbi, a jego pomocnik przez okno wykrzykuje do ludzi na skuterach coś w stylu: „z drogi śledzie, bo król szosy jedzie”!

2014_wietnam_ha_tien_10

Całe cztery godziny jedziemy ze ściśniętym żołądkiem zastanawiając się, czy do Can Tho w ogóle dojedziemy. Jakimś cudem dojechać się udaje, wysiadamy zmęczeni i głodni. Cała ta sytuacja zaczyna zmieniać nasze postrzeganie Wietnamu. Dociera do nas, że w sumie jest tu nijako i brudno, w dodatku tu i tam biegają szczury. Jedzenie niby jest, ale tak naprawdę póki co wielkiej rewelacji nie ma. Sklepów z lodówkami też jest niewiele, więc upolowanie jogurtu na śniadanie graniczy z cudem. Ostateczny rozrachunek poprawiają wielkie stragany z owocami, jakich już dawno nie widzieliśmy i pyszna kawa dostępna na każdym kroku! Od razu kupujemy worek świeżo mielonej kawy i w pobliskim sklepie wietnamską maszynkę do parzenia i wracamy do tradycji picia paru małych czarnych dziennie :)

Tagi , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

3 odpowiedzi na „Goood Morning Vietnam!

  1. gwiezdna mówi:

    ameba? nie boicie się czerwonki? i innych żyjątek? tak sobie pomyślałam, bo mnie Dwa Koty ofuknęły za chęć spożywania warzyw i owoców w tropikach, oczywiście nie myślałam o zagrożeniach. jak się zabezpieczacie? wybór Ani, bardzo bezpieczny i jakże szczęśliwy :)

    • Domi mówi:

      Wydaje mi się, że od ameby większe zagrożenie stanowią tutejsi kierowcy-rajdowcy…

      A jeśli chodzi o inne żyjątka to owoce jemy tylko te, które można obrać ze skórki, staramy się unikać sałat i surowych warzyw, wodę pijemy tylko butelkowaną, zęby myjemy też tylko wodą z butelki, a przed posiłkami dezynfekujemy ręce. Da się przyzwyczaić, tylko nam trochę winogron brakuje ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *