Most na rzece Kwai

2013_tajlandia_kanchanaburi_06

Dzień rozpoczęliśmy o równej czwartej rano. O 4:30 miała już na nas czekać taksówka, ale kierowca chyba zabalował poprzedniej nocy i to my czekaliśmy na ulicy. I się nie doczekaliśmy. W ciągu jakiś 20 minut pojawił się jedynie facet na skuterze, który zaoferował się podwieźć nas na dworzec kolejowy na raty. Ambitnie, bo w sumie było nas 5 osób i tyle samo plecaków. Do odjazdu pociągu mieliśmy jeszcze parę minut, a do stacji jedynie 3 kilometry, więc szybko oceniliśmy nasze szanse i ruszyliśmy z buta licząc na to, że po pierwsze pociąg się spóźni i po drugie, że ktoś się nad nami zlituje i podwiezie nas na dworzec.

Minęło nas parę aut i mimo naszego machania nikt nawet nie zwolnił. Ale za którymś razem zatrzymał się duży pickup. Mówimy, że spieszymy się na pociąg do Bangkoku, a kierowca na to, że właśnie jedzie do samego Bangkoku i może nas zabrać. Pakujemy się na tylne siedzenie a dziadek zafascynowany lokalnym transportem ubiera polar i wsiada na pakę. W ten sposób pokonujemy dystans 200 km w rekordowym tempie niecałych dwóch godzin. Nasz kierowca okazuje się taki miły, że podwozi nas pod sam dworzec autobusowy a kiedy wysiadamy, nie chce od nas żadnych pieniędzy, tylko śmieje się głośno i życzy nam miłego dnia.

2013_tajlandia_kanchanaburi_02

W Kanchanaburi w miarę szybko znajdujemy ładne bungalowy i niespiesznie ruszamy w stronę mostu. Plan na dzisiaj to przejść na drugą stronę i z powrotem. Wykonujemy go w stu procentach po czym zachodzimy do Muzeum Wojny. Mówi się, że kto nie był w muzeum, ten nie był tak naprawdę w Kanchanaburi i chyba coś w tym jest. Mimo, że historię mostu znaliśmy już dawno, to jednak dopiero tam znaleźliśmy miejsce na chwilę zadumy. No i przy okazji dowiedzieliśmy się, dlaczego dwa przęsła mostu są inne od pozostałych…

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *