Indonezyjskie hieny

Do tej pory na swojej drodze spotykaliśmy dwa rodzaje ludzi. Tych życzliwych, uśmiechających się na nasz widok i chętnie podających pomocną i zupełnie bezinteresowną dłoń, wskazujących właściwą drogę i po prostu pozwalających cieszyć się wakacjami. Oraz tych, którzy szybko podbiegają w naszą stronę tylko po to, żeby coś opchnąć, wcisnąć jakąś wycieczkę czy super kieckę i którzy wcale nie są zainteresowani naszymi osobami, ale raczej zawartością naszego portfela. Ale nawet Ci drudzy zazwyczaj uśmiechają się i potrafią porozmawiać, choć raczej niechętnie się targują a czasem nawet odwracają się obrażeni, jeśli nie chcemy ich super towaru za wyjątkowo atrakcyjną cenę.

Ale do tej pory nigdy i nigdzie wcześniej nie mieliśmy do czynienia z zupełnie dla nas nowym gatunkiem ludzi, których można krótko określić hienami. Po raz pierwszy spotkaliśmy ich w drodze z Yogyakarty na Bali i miejmy nadzieję, że więcej się nasze drogi nie skrzyżują.

A było to tak. Z Yogyakarty chcieliśmy się przedostać na Bali, po drodze odwiedzając Bromo i Kawah Ijen. Organizacja całości na własną rękę wydawała się do zrobienia, ale jednak postanowiliśmy zrobić tak jak wszyscy i skorzystać z usług agenta. Bo przecież tak na pewno będzie łatwiej i nie trzeba będzie o niczym myśleć.

W biurze wykupiliśmy pakiet w stylu all-inclusive, zawierający wszelki transport od taksówki spod naszego hotelu aż pod sam prom na Bali, wszelkie noclegi w wybranych przez nas hotelach, w dobrym standardzie z prywatną łazienką, śniadania i wszelkie bilety wstępu. W każdym miejscu zamiast jednego noclegu – dwa, żeby móc odpocząć po każdym dniu podróży. W dodatku zamiast 11-godzinnego minibusa w pierwszy dzień postanowiliśmy skorzystać z trochę droższego, ale za to 9-godzinnego klimatyzowanego pociągu do Probolinggo. Wszystko dopięte przez telefon z szefem biura. Na pewno przez 5 dni nie będziemy się musieli o nic martwić.

Pierwszy zgrzyt pojawił się już w pociągu, kiedy okazało się, że mamy trzy miejsca, ale każde po innej stronie wagonu, mimo że miały być koło siebie. Po prostu super – Ty siedzisz tu, a Twoje 3-letnie dziecko gdzie indziej. To udało się jakoś załatwić, ale Ania przez pierwsze 2 godziny musiała siedzieć na naszych kolanach. Później było już całkiem przyjemnie bo pociąg opustoszał i z dobrymi humorami dotarliśmy do Probolinggo, gdzie czekał już na nas kierowca, który miał nas zawieźć prosto do hotelu pod Bromo. Było już ciemno, ok. 18 i mieliśmy przed sobą jakieś 2 godziny jazdy górskimi, krętymi dróżkami. Mimo to najpierw pojechaliśmy do „biura” w Probolinggo. Tam szef, z którym wcześniej rozmawiałem przez telefon, najpierw oznajmił, że niestety mamy opłacony wstęp do parku narodowego tylko na jeden dzień, bo tyle jest w pakiecie, a ponieważ chcemy zostać dwa dni, to musimy dopłacić 150 tyś. rupii. Szybko zapaliła nam się czerwona lampka i oznajmiliśmy, że jeśli będziemy musieli dopłacić za drugi dzień, to zrobimy to już sami na miejscu. Facet od razu zaczął nas straszyć, że wtedy będziemy musieli też zapłacić za dziecko, a on mógłby nam to tak załatwić, że Ania weszłaby za darmo. Ładnie podziękowaliśmy i powiedzieliśmy, że na razie wystarczy nam ten pojedynczy wstęp, za który już zapłaciliśmy w pakiecie. Facet się nie poddaje i w międzyczasie próbuje nam też wcisnąć prom na Bali z busem do Loviny za okazyjną cenę 700 tys, w cenie oferuje już ten wstęp na dodatkowy dzień na Bromo. W dodatku jest to taka okazja, że musimy się zdecydować już teraz i nie możemy czekać do jutra, bo musi nam zarezerwować bilet na prom. To już zaczyna wyglądać na niezły przekręt, bo wiedzieliśmy że całość powinna kosztować jakieś 7 razy mniej, a prom pływa co pół godziny i to 24 godziny na dobę. Kolejny raz dziękujemy, po czym gość obrażony, bez słowa wychodzi z biura. Po chwili przyszedł jakiś nowy facet i powiedział, że będziemy z nim jechać. Wyglądało to już na koniec marketingu więc z chęcią wsiedliśmy z powrotem do auta i pojechaliśmy dalej.

Wyjechaliśmy krętą drogą z poziomu morza na ponad 2000m. Przed samym Bromo rogatka i paru ochroniarzy. Nasz kierowca wysiada z auta i każe nam płacić 150 tys. rupii za wstęp. Myśleliśmy, że to jakiś żart, ale nie. Próbuję tłumaczyć ochroniarzom, że mamy wykupiony pakiet łącznie ze wstępem. W międzyczasie dowiaduję się, że opłata za wstęp jest jednorazowa i wcale nie musimy płacić 150 tys. za każdy kolejny dzień, co próbował nam wcześniej wcisnąć szef z Probolinggo. Dziecko oczywiście za darmo. Ochroniarze widząc opłacone faktury stają po naszej stronie i zwracają się do kierowcy, a ten stwierdza, że nie ma żadnych pieniędzy, o niczym nie wie, i że jak my nie zapłacimy to wracamy z powrotem do miasta.

To już jest koniec żartów. Próbuję tłumaczyć kierowcy, że mamy za sobą cały dzień jazdy, jesteśmy zmęczeni, jest ciemna noc i że jeśli za pół godziny nie znajdziemy się w hotelu, to Ania zacznie płakać. Ten jednak ma gdzieś to, że mamy ze sobą dziecko, a oprócz tego nagle zapomina angielskiego, więc próbuję rozmawiać z ochroniarzami. Pytam ich czy to normalne i czy codziennie zdarzają im się takie sytuacje. I czy myślą, że jeśli w pakiecie mamy także opłacony hotel, to czy w hotelu też każą nam drugi raz płacić. To wywołuje na twarzach ochroniarzy szczery uśmiech i w jakiś sposób powoduje, że kierowca dzwoni do szefa, zamienia parę zdań i nagle… możemy jechać dalej. Oczywiście podjeżdżamy pod inny hotel, niż wykupiliśmy, ale to już nie jest wielki problem.  W hotelu nic nie wiedzą o naszej rezerwacji, kolejny telefon do szefa i wreszcie dostajemy pokój! Wystarczy wrażeń jak na jeden dzień, a przed nami jeszcze cztery kolejne…

Na Bromo na chwilę zapominamy o szefie, ale po dwóch dniach musimy już jechać w stronę Ijen. Z paroma przesiadkami docieramy do naszego hotelu, a tam od razu dowiadujemy się, że będziemy mieć pokój tylko na jedną noc. Na miejscu poznajemy też parę Szwajcarów, którzy po Azji podróżują już prawie rok, ale żalą się, że właśnie w Indonezji w okolicach Bromo-Ijen pierwszy raz natknęli się na podobną mafię. Więc wcale nie jesteśmy odosobnionym przypadkiem.

Rano okazuje się, że naprawdę nie możemy zostać na drugą noc i nikt nie potrafi wytłumaczyć, jak to się stało, że nie mamy rezerwacji. Wreszcie po kilku godzinach czekania jedna z kobiet pracujących w hotelu zawozi nas do swojego domu, a tam czekają już cztery kolejne osoby, które też miały wykupiony nocleg, ale brakło dla nich miejsca. Wszyscy lądujemy w małych, wiejskich domkach.

Miało być prosto i bezproblemowo, kupujemy pakiet i jesteśmy wożeni od miejsca do miejsca. Zamiast tego na każdym kroku podwyższało nam się ciśnienie. Następnym razem chyba jednak nie weźmiemy pakietu…

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

7 odpowiedzi na „Indonezyjskie hieny

  1. Diana mówi:

    Aż dostałam gęsiej skórki czytając to, ale cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło :) Podziwiam was za opanowanie i oby jak najmniej przykrych sytuacji was spotykało.
    Powodzenia :)

  2. Włóczykijka mówi:

    Ja, niestety, tez mam kilka podobnych doświadczeń z podróży:( Zazwyczaj wystarczał upór i kilka dosadnych słów, by oponenci odpuścili. Ale też pamiętam stres związany z całą sytuacją. Najgorsze jest to, że ci ludzie zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki- gdy sprzedają Ci ,,pakiet” są najsympatyczniejsi w świecie, a potem, przez telefon, nie omieszkają się powiedzieć Ci ,fuck you”;) Cóż, podróże to zawsze ryzyko, a niemiłe doświadczenie przecież też służą czemuś w życiu…Choćby temu, by się owym ,,pakietom” dokładnie przyjrzeć zawczasu:)

  3. Emi mówi:

    gdzie kupowaliście pakiet? Okolice Sosrowijayan czy Prawirotaman? Pamiętacie może nazwę biura? :>

    • Piotrek mówi:

      Prawirotaman, zachodni koniec ulicy, budka z wielkim napisem Bromo By Train. Kupiliśmy tam, bo byli w stanie rozszerzyć dla nas pakiet do 5 dni. Inni mówili, że się nie da, 3 dni i koniec. Nazwy firmy nie pamiętamy, ale mamy wrażenie, że gdzie by nie kupić, to i tak to jest jedna siatka mafijna :P A kiedy się wybierasz?

      • Emi mówi:

        ja tam pomieszkuję już od kilku miesięcy i na Bromo wprawdzie jeszcze nie dotarłam, ale niedługo jadę bez żadnych biur, sama pociągiem
        tak tylko pytam z ciekawości, bo znam większość tej mafii z Prawirotaman i też się staram trzymać od nich z daleka ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *