Jedziemy do Laosu

Z Chiang Rai do przygranicznej miejscowości Chiang Khong jedziemy lokalnym autobusem „pyr pyr”. Nastawialiśmy się na drogę przez góry i tysiące zakrętów, a jest dokładnie na odwrót. Suniemy prostą szosą i jeszcze przed czasem docieramy do przejścia granicznego. Ku naszemu zdziwieniu (i też rozczarowaniu) przejście graniczne między Tajlandią a Laosem to już nie łódź przez Mekong, ale piękny nowy most. Z jednej strony niezłe udogodnienie a z drugiej strony szkoda, bo mieliśmy chrapkę na przekraczanie … Czytaj dalej

Most na rzece Kwai

Dzień rozpoczęliśmy o równej czwartej rano. O 4:30 miała już na nas czekać taksówka, ale kierowca chyba zabalował poprzedniej nocy i to my czekaliśmy na ulicy. I się nie doczekaliśmy. W ciągu jakiś 20 minut pojawił się jedynie facet na skuterze, który zaoferował się podwieźć nas na dworzec kolejowy na raty. Ambitnie, bo w sumie było nas 5 osób i tyle samo plecaków. Do odjazdu pociągu mieliśmy jeszcze parę minut, a do stacji jedynie 3 … Czytaj dalej

Z Bobrami przez Tajlandię

Z Malezji do Tajlandii polecieliśmy samolotem, bo to najłatwiejszy sposób na załatwienie sobie 30-dniowego pobytu. A raczej dwoma samolotami, bo najpierw z samego rana musieliśmy polecieć z Penang do Kuala Lumpur, a następnie kilka godzin później mieliśmy już lot do Hat Yai w Tajlandii. Przy przekroczeniu granicy autobusem dostalibyśmy jedynie 15 dni i później musielibyśmy się bawić w visa runy, a tak, dzięki promocjom w Air Asia problem rozwiązał się sam. Na lot do Hat … Czytaj dalej

Odrobina zachodu na wschodzie

Wiedzieliśmy, że Singapur będzie inny niż wszystko do tej pory, ale nie podejrzewaliśmy, że przekonamy się o tym jeszcze przed lądowaniem. Gapiąc się przez samolotowe okienko tuż przy brzegach Singapuru zobaczyliśmy coś na obraz parkingu przed tesco w okresie przedświątecznym, tyle że w tym wypadku zamiast samochodów w dole pełno było tankowców i statków towarowych. No to już na pewno wiemy, że Singapur jest raczej znanym portem. Z lotniska dostaliśmy się do miasta miejskim autobusem … Czytaj dalej

Lovina

Z Jawy na Bali przedostaliśmy się promem bez większych problemów.  Z przystani szybko zostaliśmy zgarnięci na przystanek lokalnego autobusu i czekając na odjazd dwa razy udało nam się przechytrzyć kolejnego oszusta*. Nocleg w Lovinie znaleźliśmy praktycznie zaraz po opuszczeniu autobusu, trafiając w naprawdę fajne miejsce. Piękny basen, przyjemny pokój z klimą i do tego cena zbita o połowę! To są zalety pory „po sezonie”:) Zmęczeni i brudni po wulkanicznych przygodach postanowiliśmy zostać w Lovinie na … Czytaj dalej