Chcemy jeszcze!

Ten właśnie stan towarzyszył nam niemal cały czas na południowej wyspie. Zazwyczaj przyjeżdżaliśmy gdzieś i już po pięciu minutach żal nam było, że nie możemy tam zostać na dużo dłużej. Chciałoby się godzinami krążyć po okolicy, wjechać w każdą szutrową drogę, czy poleżeć cały dzień nad krystalicznie czystym jeziorem… Podobnie było z Cape Farewell, miejscem które początkowo przyciągnęło nas tylko dlatego, że jest najbardziej na północ wysuniętym krańcem wyspy, do tego zakończonym długim piaszczystym półwyspem … Czytaj dalej

Pingwiny, foki i smocze jaja

Gdyby nie to, że zachciało nam się na drugie śniadanie zjeść fish & chips, to nie trafilibyśmy w jedno z najbardziej niesamowitych miejsc podczas naszej podróży! Sprzedawca ryb w małej lokalnej knajpce wyciągnął spod lady mapkę i spytał: „A pingwinów nie chcielibyście zobaczyć? Są tutaj!” i puknął palcem w mapę. Porwaliśmy więc gigantyczne porcje frytek i smażonych ryb zawinięte w papierowe torby i pojechaliśmy je zjeść na plaży przy słynnych Moeraki Boulders, czyli wg. Ani … Czytaj dalej

Na południe

Tongariro żegna nas deszczykiem. Wulkany, które podziwialiśmy dzień wcześniej toną w chmurach. Nie możemy się nadziwić – mieliśmy niesamowite szczęście, że udało nam się je zobaczyć i zdeptać. Szybka wizyta u wulkanizatora i mkniemy już na południe. Oczywiście wcale nie mkniemy, tylko toczymy się powolutku zatrzymując się co chwilę, żeby zobaczyć wszystkie kaniony, kanioniki i inne cuda natury. Dookoła jest zazwyczaj pusto,  na żółtych łąkach pasą się to barany, to krowy, a na drodze królują  … Czytaj dalej