Pociąg do chmur

Z zachmurzonej zimnej Salty wyjeżdżamy dość wcześnie, by pokonać trasę osławionego pociągu do chmur. Zamiast do wagonu wsiadamy w naszą srebrną strzałę i drogą numer 51, która gdzieniegdzie przecina się z trasą pociągu, jedziemy do San Antonio de los Cobres. Po niecałych dwóch godzinach wyjeżdżamy ponad chmury i od razu świat robi się piękniejszy :) Jedziemy argentyńskim szutrem po drodze mijając malutkie osady, ruiny indiańskich wiosek (jedna nawet wybudowana była mniej więcej w czasach Angkor!) … Czytaj dalej

To się nazywa sjesta!

Jeszcze na Wyspie Wielkanocnej dopytywaliśmy Hiszpanów o sjestę i gdy usłyszeliśmy: „Nieeee, my w Hiszpanii sjesty nie mamy … tylko dwugodzinną przerwę na lunch …” to i my i kolega z Chin wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Do tej pory wydawało nam się, że dwie godziny przerwy, to już sjesta, jednak po paru dniach spędzonych w argentyńskich miasteczkach szybko przekonaliśmy się jak wygląda prawdziwa sjesta. A było to tak … … Jest już grubo po godzinie 10, … Czytaj dalej

Droga

Setki i tysiące kilometrów asfaltu i żwiru, właśnie taka jest dla nas Argentyna. Jedziemy blisko gór przez totalne pustkowia, gdzie nie jest niczym nadzwyczajnym, że wioskę od wioski dzieli dwieście kilometrów pustyni i gór, przez które ktoś kiedyś pociągnął drogę, a którą dzisiaj przejeżdża może kilkanaście aut dziennie. Po drodze nie ma nic, nie ma domów, nie ma paliwa, jedzenia, nie ma wody. Gdzieś po drodze spotkaliśmy dwóch długodystansowych rowerzystów, którzy już z daleka na … Czytaj dalej