Góra Kapitana Hooka

Najwyższa góra Nowej Zelandii wyrasta wprost z jeziora, na którym dryfują wielkie bryły lodu oderwane od lodowca. A na brzegu tego jeziora stoimy my, na wyciągnięcie ręki mając zarówno ten topniejący lód jak i Mount Cook i nie możemy się napatrzeć! Przed nami roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków w Nowej Zelandii, a może nawet jeden z najpiękniejszych w ogóle?! Za nami przyjemny widokowy szlak przez Hooker Valley, który praktycznie cały Ania przeszła o własnych … Czytaj dalej

W sercu fiordów

Z żalem opuszczamy piękne i dzikie południowe wybrzeże i kierujemy się do Fiordland. Humory szybko się nam poprawiają, gdy widzimy przed sobą góry. Wjeżdżamy w nie i nacieszyć się nie możemy, bo do tej pory Fiordland kojarzył się nam z mgłą, deszczem i ogólnie rzecz biorąc dupówą, a to co widzimy, to niebieskie czyste niebo i rysujące się przed nami piękne góry! Szybko mijamy miejscowość Te Anau i jadąc w stronę Milford Sound planujemy, że … Czytaj dalej

Koniec Świata

Za nami znów wiele kilometrów wijącej się szutrowej drogi, niebo zachmurzone, wieje i trochę kropi. Docieramy na koniec drogi na zupełnym pustkowiu i stajemy przed lichą bramą, za którą widać tylko łąkę, przez którą wiedzie ścieżka na sam koniec mapy! Wygląda intrygująco, oprócz nas nie ma tam nikogo, więc ruszamy na przełaj w stronę oceanu. Po dwudziestu minutach docieramy do wysokich klifów zawieszonych nad kotłującą się wodą, stajemy na brzegu jednego z nich i patrzymy … Czytaj dalej

Pingwiny, foki i smocze jaja

Gdyby nie to, że zachciało nam się na drugie śniadanie zjeść fish & chips, to nie trafilibyśmy w jedno z najbardziej niesamowitych miejsc podczas naszej podróży! Sprzedawca ryb w małej lokalnej knajpce wyciągnął spod lady mapkę i spytał: „A pingwinów nie chcielibyście zobaczyć? Są tutaj!” i puknął palcem w mapę. Porwaliśmy więc gigantyczne porcje frytek i smażonych ryb zawinięte w papierowe torby i pojechaliśmy je zjeść na plaży przy słynnych Moeraki Boulders, czyli wg. Ani … Czytaj dalej

Na południe

Tongariro żegna nas deszczykiem. Wulkany, które podziwialiśmy dzień wcześniej toną w chmurach. Nie możemy się nadziwić – mieliśmy niesamowite szczęście, że udało nam się je zobaczyć i zdeptać. Szybka wizyta u wulkanizatora i mkniemy już na południe. Oczywiście wcale nie mkniemy, tylko toczymy się powolutku zatrzymując się co chwilę, żeby zobaczyć wszystkie kaniony, kanioniki i inne cuda natury. Dookoła jest zazwyczaj pusto,  na żółtych łąkach pasą się to barany, to krowy, a na drodze królują  … Czytaj dalej