Dolina Viñales

2017_kuba_vinales_14

Z Hawany do Viñales z przyzwyczajenia pojechaliśmy najcieńszą z możliwych dróg, tą najbliżej wybrzeża. Autostradą zajęłoby nam to niecałe dwie godziny, my za to jechaliśmy dobre pół dnia :) To co zobaczyliśmy po drodze to nasze, szczególnie że były to jedne z najbardziej autentycznych widoków na Kubie. Krajobraz zmienił się zupełnie, gdy tylko opuściliśmy Hawanę. Naraz zazieleniły się pobocza, asfalt zaczął przypominać ser szwajcarski, a z naprzeciwka coraz częściej zaczęły nadjeżdżać konne zaprzęgi i wozy ciągnięte przez parę wołów. Największe nasze zdziwienie wywołały jednak najprawdziwsze drewniane sanie, zaprzężone do byka i sunące po trawiastym poboczu! Mijające nas samochody należały do rzadkości, ale jak już przejeżdżały, ciągle były to leciwe amerykańskie krążowniki szos lub ciut nowsze Łady.

2017_kuba_vinales_17

Mijane po drodze skromne lecz kolorowe wioski nie wyróżniałyby się niczym szczególnym wśród wiosek z innych rejonów świata, gdyby nie wyrastające na ich obrzeżach, zupełnie w szczerym polu, obskurne… bloki! Ewidentny efekt ustroju politycznego. Dla nas widok dobrze znany z Polski, choć u nas blokowiska wyrastają raczej na obrzeżach miast, a tutaj zupełnie „w środku niczego”. Dodatkowo tu, na Kubie, krajobraz blokowisk okraszony jest palmami wyrastającymi tuż przed klatką, albo pasącym się pod balkonami koniem.

2017_kuba_vinales_09

Karaibska przyroda zachwyciła nas od pierwszych chwil! Gdzie nie popatrzeć bujna zieleń, palmy i bananowce! Skaliste góry, które zaczęły pojawiać się coraz częściej ucieszyły nas oczywiście najbardziej! W tą część Kuby przyjechaliśmy przecież głównie dla skalistych mogotów, wpisanych na listę UNESCO, które ze względu na genezę powstania porównywane są ze słynnymi skałami w Arizonie czy australijskim Uluru. Jak więc moglibyśmy pominąć TAKIE miejsce???

2017_kuba_vinales_10

Samo miasteczko Viñales nie skradło naszych serc. Owszem, jest proste w obsłudze, bo prawie w każdym domu oferowane są noclegi w casas particulares, idąc wzdłuż głównej ulicy można przebierać w barach i restauracjach, a na rynku podobno można nawet skorzystać z bezpłatnego wifi. Podobno, bo my nawet nie próbowaliśmy. Wakacje bez grama Internetu nabierają zupełnie innych kolorów!

2017_kuba_vinales_07

My jednak przyjechaliśmy tu nie dla miasteczka i restauracji, ale dla gór i to właśnie z nimi głównie szukaliśmy kontaktu. Mogoty robią fantastyczne wrażenie – patrząc na nie z daleka widzimy pojedyncze, zielone, zaokrąglone góry z niemal pionowymi zboczami. Gdy przyjrzeć się im z bliska, to oprócz szarych pionowych ścian, dojrzeć można tysiącie palm i palemek uczepionych jakimś cudem tych fascynujących poszarpanych skał!

2017_kuba_vinales_26

By poznać mogoty lepiej pojechaliśmy na jeden punkt widokowy, a następnie na kolejny. Tam rzuciliśmy okiem na dolinę Viñales, oraz wraz z tłumem rozbawionych turystów biliśmy brawo świetnie śpiewającym i tańczącym Kubańczykom. Na własne oczy zobaczyliśmy słynny mural, jedno z największych w świecie malowideł na wolnym powietrzu wykonany na zlecenie samego Fidela Castro: Mural de la Prehistoria.  Odwiedziliśmy także jedną z tutejszych jaskiń: Cueva del Indio, jaskinię zamieszkaną niegdyś przez Indian, a którą dzisiaj zwiedzać można z łodzi, płynąc podziemną rzeką.

2017_kuba_vinales_39

Tego wszystkiego ciągle było nam mało, więc jednego dnia odjechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów dalej, w głąb Sierra de los Organos, gdzie wjechaliśmy nieutwardzoną drogą w góry, tak głęboko jak tylko nasz samochodzik dał radę i… niestety na tym skończyło się nasze obcowanie z górami w okolicy Viñales. Zabrakło nam niestety górskich szlaków, czy choćby krótkich deptaczków, które oferowałyby spacery u podnóża mogotów. Jak dla nas takie podziwianie gór na odległość, z punktów widokowych, to trochę za mało…

2017_kuba_vinales_31

Dolina Viñales i prowincja Pinar del Rio słyną jednak nie tylko z mogotów, ale także z żyznych gleb, na których rośnie najlepszy tytoń na świecie! To właśnie w tym małym zakątku Kuby rośnie większość słynnego kubańskiego tytoniu. A z najlepszego tytoniu na świecie powstają oczywiście najsłynniejsze kubańskie cygara! Naszą przygodę z kubańskimi cygarami rozpoczęliśmy w Pinar del Rio, w małej fabryce cygar. Zupełnie niespodziewanie odbiliśmy się od drzwi podobno zamkniętej fabryki. Dlaczego podobno? I dlaczego niespodziewanie??? A to dlatego, że chwilę wcześniej drzwi fabryki zamknęły się za dość liczną wycieczką zorganizowaną, co widzieliśmy na własne oczy. Nam zaś strażnik bez ogródek oświadczył, że dzisiaj w fabryce nikt nie pracuje, że zamknięte i że możemy przyjechać po weekendzie… No cóż … Szkoda …

2017_kuba_vinales_34

Z Pinar del Rio pojechaliśmy na zachód wypatrując plantacji tytoniu. Te obszary, zwane Vuelta Abajo, to właśnie pola na których uprawia się ten najcenniejszy tytoń. Niestety jak się okazuje, a o czym oczywiście wcześniej nie wiedzieliśmy, lato nie jest najlepszym okresem do zwiedzania plantacji, ponieważ tytoń uprawiany jest tutaj tylko od listopada do lutego. W środku lata zamiast tytoniu mogliśmy podziwiać ciągnące się kilometrami pola kukurydzy… Niemniej jednak udało nam się namierzyć prywatną plantację Alejandro Robaina, która pomimo letniego przestoju była otwarta dla turystów i po której oprowadził nas jeden z pracowników. Plantację opuściliśmy bogatsi w wiedzę o uprawie, zbiorze, suszeniu i fermentacji tytoniu. A przy okazji zobaczyliśmy także, jak zwija się prawdziwe kubańskie cygara! Jedno takie cygaro, zwinięte na naszych oczach, dostaliśmy nawet na pamiątkę! Chociaż niezupełnie na pamiątkę… bo niedługo później wypaliliśmy je bujając się w fotelach na werandzie naszej casy :)

Otagowany , , , .Dodaj do zakładek permalink.

2 Komentarzy do Dolina Viñales

  1. ada mówi:

    Niezła ulewa na tym ostatnim zdjęciu! Czekam na kolejne odcinki ;) xx

    • Domi mówi:

      Kolejne odcinki już się piszą ;)

      Ulewa jak na tropikalną ulewę przystało była krótka acz intensywna!

      I właśnie mi się przypomniało, że tuż przed tą ulewą odcięto prąd w całym Vinales i po paru ładnych godzinach w pierwszej kolejności włączono go tylko w hotelach i restauracjach. Zwykli mieszkańcy (oraz ich goście tacy jak my) na swoją dostawę prądu musieli poczekać jeszcze dużo dłużej …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>