Cała prawda o Varadero

2017_kuba_varadero_01

Zobaczyć Varadero, czy sobie odpuścić? Długo nie mogliśmy się zdecydować co zrobić z tym fantem podczas naszej podróży po Kubie. Z jednej strony zupełnie nie mieliśmy ochoty na wakacje w stylu all inclusive, z których słynie Varadero. Z drugiej jednak strony było nam w sam raz pod drodze do Hawany i do tego kusiła nas ponad 20-to kilometrowa plaża, podobno najpiękniejsza plaża na Kubie. W końcu zdecydowaliśmy się skonfrontować z rzeczywistością to, co o Varadero przeczytaliśmy w przewodnikach.

A przeczytaliśmy wyjątkowo dużo niedobrego. Że za wjazd na półwysep należy zapłacić, że policjanci legitymują Kubańczyków i wpuszczają tylko tych posiadających specjalne przepustki. Że to miejsce, do którego Kubańczycy docierają tylko po to, by pracować za bezcen w branży turystycznej. Że hotelowe restauracje kipią od zagranicznych frykasów, podczas gdy w całym kraju sklepy spożywcze świecą pustkami. Że to półwysep bez kubańskiej autentyczności i bez duszy, nastawiony głównie na zadowalanie zagranicznego turysty…

Pierwszy nasz kontakt z Varadero był raczej negatywny. Samo znalezienie noclegu graniczyło niemalże z cudem, bo choć wybór hoteli i casas particulares był spory, to mizerne warunki i ceny z kosmosu skreślały po kolei każdy obejrzany przybytek. Po trzech tygodniach spędzonych na Kubie dobrze wiedzieliśmy co ile powinno kosztować  i nie dawaliśmy się tak łatwo nabić w butelkę. Jeździliśmy po Varadero w tę i we w tę, oglądając zza szyb samochodu to turystyczne miasteczko, tak bardzo różne od miast, które do tej pory widzieliśmy na Kubie. W Varadero nagle wszystkiego zrobiło się dużo: dużo sklepów, dużo restauracji, dużo straganów, dużo atrakcji, dużo turystów… Krążąc tak, oglądając to wszystko i rozmawiając z niekoniecznie miłymi właścicielami casas oraz recepcjonistkami w hotelach, niespodziewanie poznaliśmy jednego dobrodusznego ochroniarza, który w kilku pikantnych słowach podsumował to, co zaczynało nam się układać w głowach. A mianowicie to, że Varadero nie jest dla nas. Na szczęście rozmowa z ochroniarzem zaowocowała szybko umówionym spotkaniem z amigo z sąsiedniego miasteczka, a amigo – rodem z Santorini – szybko i sprawnie znalazł dla nas jedną z lepszych kwater, jakie mieliśmy podczas naszych kubańskich wakacji!

Wylądowaliśmy w sąsiedniej miejscowości Santa Marta, w niewielkim domku z balkonem, w samym centrum kubańskiego blokowiska. Co rano chodziliśmy do kawiarenki, gdzie wraz z Kubańczykami z krwi i kości zajadaliśmy najtańsze i według dzieci najpyszniejsze na Kubie śniadania. Wracając do casy kupowaliśmy owoce z drewnianej przyczepy, a właściciel naszej casy częstował nas słodkim mango lub filiżanką kawy. Wieczorem, po powrocie z plaży, zasiadaliśmy na naszym balkonie i podglądaliśmy życie w kubańskich blokach. Nie było to trudne, ponieważ wszystkie okna i drzwi balkonowe otwarte były na oścież do późnej nocy. Kiedy jednego wieczora zepsuło się nam auto, z pomocą przybył nam brat naszego gospodarza, który okazał się świetnym mechanikiem. A kolejnego dnia zaprosił nas na wspólną wycieczkę wraz z całą swoją rodziną…

Szczerze powiedziawszy trudno było nam się pożegnać z Santa Marta…

2017_kuba_varadero_02

Samo Varadero nie skradło naszych serc i szybko doszliśmy do wniosku, że kto widział tylko Varadero, ten nie widział prawdziwej Kuby.

Bo jest to kurort do złudzenia przypominający nadmorskie miejscowości w innych częściach świata. Łatwo się po nim poruszać, bez problemu można wszystko dostać, sklepy są dobrze wyposażone, a restauracje serwują smaczne potrawy i drinki przez cały dzień.  Do tego atrakcji turystycznych cała masa – od zorganizowanych wycieczek począwszy, poprzez rejsy, nurkowanie, pływanie z delfinami, lekcje kitesurfingu, odwiedziny u najstarszego kaktusa, czy całonocne imprezowanie w jaskini. Czyli dla każdego coś dobrego a i o nudę trudno.

My, za namową dzieci, do Varadero przyjechaliśmy jednak głównie dla plaży i morza i one nas nie zawiodły! Plaże na Varadero są duże, czyste i ogólnie dostępne. W niektórych miejscach natknęliśmy się na płatne leżaki, ale tak naprawdę bez problemu można się obejść bez inwestowania w miejscówki. Szczególnie że dalej od parasolek i leżaków plaże są jakby pustsze, a woda w morzu tak samo płytka, ciepła i przede wszystkim krystalicznie czysta!

Niemal codziennie w morzu pławiliśmy się do późnych godzin wieczornych, bo żal nam było z niego wychodzić. Szczególnie, że to właśnie w Varadero spędzaliśmy nasze ostatnie dni na Kubie i to tutaj żegnaliśmy się z morzem. Morzem, które zawsze już będziemy wspominać z tęsknotą…

Otagowany , , .Dodaj do zakładek permalink.

Jeden komentarz do Cała prawda o Varadero

  1. Kuba to moje marzenie! Aktualnie zajmuje czołowe miejsce na mojej liście wyjazdowej. Mam nadzieję, że już w przyszłym roku się uda :) Dzięki za fajne fotki!

Odpowiedz na „podróżniczkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>