Na Jarmark Bożonarodzeniowy do… Alzacji!

2014_francja_colmar_jarmark_13

Miesiąc oswajania rzeczywistości minął, czas wziąć się za nadrabianie zaległości. Rzecz jasna towarzyskich! :) Szukając dobrej miejscówki na spotkanie w gronie przyjaciół gdzieś pomiędzy Szwajcarią, Luksemburgiem i Niemcami padło na alzacki Colmar, o którego istnieniu w ogóle wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Jedziemy tam bez większych turystycznych oczekiwań i jedyne co przed wyjazdem sprawdzamy, to adres hotelu w którym się umówiliśmy. Bo tym razem przecież nie o zwiedzanie głównie chodzi … :)

Pierwszego wieczora, od razu po przyjeździe wyruszamy na miasto, w poszukiwaniu kolacji ;) Nie musimy długo chodzić, żeby zakochać się w atmosferze świątecznego Colmar. Całe centrum miasta to jeden wielki Jarmark Świąteczny – drewniane budki z dobrociami rozstawione są wzdłuż uliczek, pomiędzy drzewami rozciągnięte są złote światełka, z głośników leci nastrojowa muzyczka. Wszystko z wielkim smakiem i elegancją. Jak na Francję przystało!  My przepadamy już na samym początku, przy pierwszej karuzeli ;) Szybko docierają do nas znajomi i opowiadają o tym, jak to można się zgubić w labiryncie ustrojonych uliczek i drewnianych budek i że te cuda ciągną się tu kilometrami. Mamy ochotę na ten labirynt, szczególnie że o tej porze ludzi jest niewiele, ale z ochotą na łażenie wygrywają nasze puste brzuchy. Znajdujemy więc przytulną knajpę i delektujemy się! Jako że znów jesteśmy za granicą i jest nam tak wakacyjnie błogo, to z przyzwyczajenia mówimy do kelnerów po hiszpańsku. Z wielkim rozczarowaniem przyjmujemy do siebie fakt, że nikt nas tu nie rozumie, ba! nawet się nie stara! Wspinamy się więc na wyżyny naszych lingwistycznych umiejętności i zamiast si mówimy łi , a gdy zasypani pięknym francuskim potokiem słów już kompletnie nic nie rozumiemy, to przechodzimy na niemiecki, który w tej części Francji jest na szczęście dość popularny.

2014_francja_colmar_jarmark_16

Kolejne dni spędzamy na zwiedzaniu okolicznych miasteczek. Niestety tym razem aura nie współpracuje – deszcz pada od rana do wieczora. Spacery kończą się zbyt szybko ewakuacją pod dachy francuskich knajp, tym samym dając nam świetny pretekst do skosztowania alzackiej kuchni. Wygląda na to, że nasz krótki pobyt we Francji ogranicza się tylko i wyłącznie do jedzenia;) Poranki charakteryzują się chrupiącymi bagietkami z żółtym serem i idealnymi maślanymi croissantami, a kursowanie wśród drewnianych jarmarcznych budek, to próbowanie wszystkiego co popadnie: ziemniaczków zapiekanych z bekonem i śmietaną, hot-dogów z kapustą kiszoną, specjalności regionu tarte flambée (cienka, krucha pizza, ze śmietaną, cebulą i bekonem na wierzchu. Pychota!) czy crêpes z masą słodkich dodatków. To wszystko popijane dużą ilością aromatycznego grzanego wina, przesłodkiego grzanego soku jabłkowego i świątecznego piwa…

2014_francja_colmar_jarmark_02

Ale nie o jedzeniu miało być, a o Jarmarkach Bożonarodzeniowych, które  w Alzacji (i zapewne nie tylko tutaj) można podzielić na dwa rodzaje – te dla turystów i te dla lokalesów. Turystyczne jarmarki zlokalizowane są w ścisłych centrach kolorowych, starych miasteczek. Kolorowe kamieniczki są przepięknie udekorowane, drzewa rozświetlone lampkami, uliczni grajkowie grają i śpiewają, w powietrzu unosi się zapach grzanego wina, a na licznych straganach znaleźć można zarówno przeróżne smakowite „konkretne” jedzenie jak i delicje takie jak wielkie bloki pierników, nugatu, czy czekolady w różnych odcieniach tęczy. Drewniane budki pękają w szwach od nadmiaru rękodzieła, drewnianych ozdób, wełnianych czapek i rękawiczek, ubrań dla dzieci, zabawek, pamiątek z Alzacji… Byłoby idealnie, gdyby nie to, co zawsze psuje magię w turystycznych miejscach. Tłumy! Na tych turystycznych alzackich  jarmarkach tłumy są takie, że trzeba się subtelnie łokciami porozpychać, by przejść dalej. Plątanie się po jakimkolwiek z jarmarków w ośmioosobowej grupie i z dwójką dzieciaków za każdym razem kończyło się pogubieniem się i wzajemnymi poszukiwaniami.

2014_francja_colmar_jarmark_22

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dzięki ewakuacji z zatłoczonych miasteczek poznaliśmy też jarmarki dla miejscowych. Dużo mniejsze i nie tak eleganckie, ale za to spokojne i bardzo autentyczne … Być może nie ma tu wykwintnego jedzenia, ale za to można wybrać i kupić świeżą choinkę, a później rozgrzać się przy ogniskach w wielkich wydłubanych pniach lub lokalnym pędzonym na miejscu bimbrem. Takim miejscom magii dodałby jedynie śnieg, bezustannie pruszący i otulający okolicę bielutką, przytulną kołderką. Tym razem tylko go sobie wyobrażaliśmy, ale kto wie może będzie następnym razem … ;)

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *