Dolina Śmierci

2014_usa_dolina_smierci_15

Atakuje nas fala gorąca, gdy tylko otwieram drzwi samochodu. Na próbę wystawiam jedną nogę, drugą … nie jest źle … da się w takiej saunie funkcjonować. Przez chwilę… Spoglądam za siebie na niesamowity Kanion Tytusa, którym wjechaliśmy do Doliny Śmierci. Aż ciężko uwierzyć, że przecisnęliśmy się między tymi dwoma wąskimi i wysokimi ścianami!

Następnie ogarniam wzrokiem całą Dolinę Śmierci. Gołym okiem widać jak bardzo dolina jest nagrzana, powietrze aż faluje, a porywisty gorący wiatr zawiewa tumanami piachu po całym dnie doliny. Z początku przyjemne ciepło – zupełnie nie porównywalne do tego wilgotnego, lepiącego azjatyckiego ukropu – z sekundy na sekundę staje się coraz bardziej nie do zniesienia.

Czuję się, jakbym siedziała w wielkim piekarniku i wysychała na wiór. Nawet oczy zdają się momentalnie wysychać ;)

2014_usa_dolina_smierci_26

Wracamy do samochodu. Zjeżdżamy w dół, a temperatura stosownie rośnie. Patrzymy na termometr – jest 45 stopni! Nawet w samochodzie jest niewiele chłodniej, bo klimę udało nam się zepsuć już jakieś dwa miesiące wcześniej i działa teraz kiedy chce ;)

Zafascynowani oglądamy otaczające nas krajobrazy. Są IDEALNE! Dokładnie takie jak lubimy! Surowe, skaliste, różnokolorowe góry, skamieniałe wydmy, wszechogarniająca pustka, granatowe niebo … Przeżywamy małe déjà vu, ponieważ miejsce to wygląda dokładnie tak samo, jak pięć lat temu. Jedyne co się zmieniło, to to że dziś jedziemy we trójkę i to że zostaniemy w tej niesamowitej dolinie parę dni, a nie zaledwie parę godzin, jak ostatnio.

2014_usa_dolina_smierci_05

Mijamy znaki mówiące o tym, że właśnie zjechaliśmy poniżej poziomu morza. Oraz te przypominające o ekstremalnym upale. Zaczynamy rozważać opcję wynajęcia małego domku z klimatyzacją, tzw. kabinki, jednak cena 225$ dziennie za taki luksus sprowadza nas na ziemię :) Okazuje się jednak, że resort dysponuje także prymitywnym kempingiem więc standardowo rozbijamy namiot pod rozłożystym drzewem, licząc na odrobinę cienia. I tym samym znowu oszczędzamy kupę kasy, szczególnie że w cenie 17$ oprócz miejsca na namiot dostajemy karty magnetyczne dające nam nieograniczony dostęp nie tylko do pryszniców, ale też do resortowego basenu, a do tego darmowe WiFi, które działa nawet w namiocie! W nocy temperatura spada poniżej 40 stopni, więc klimatyzacja byłaby zbędnym luksusem…

Rytm każdego dnia zaczyna być tym samym wyznaczany nie tylko godzinami wschodów i zachodów słońca, ale też godzinami otwarcia i zamknięcia basenu :) Najprzyjemniejsze chwile na pustyni to te bardzo wczesnym ranem, zanim słońce wychyli się zza gór i te ciemną nocą, kiedy to do zmęczenia materiału moczymy się w basenie :)

2014_usa_dolina_smierci_23

By uciec przed upałem w ciągu dnia wyjeżdżamy z depresji w okoliczne górki, w których … uwaga! uwaga! … marzniemy! :) Bo Dolina Śmierci to właśnie taka kraina kontrastów. Bezpośrednio nad słonym jeziorkiem Badwater będącym najniżej położonym punktem w kraju (86 m poniżej poziomu morza), na prawie 1700 metrach n.p.m zawieszony jest Dante’s View – niesamowity punkt widokowy. Nieco dalej nad doliną góruje Telescope Peak – 3368 m.n.p.m. Różnice wysokości (a przy tym i temperatur) na tak niewielkim obszarze są więc naprawdę imponujące!

2014_usa_dolina_smierci_09

Sporym zaskoczeniem jest dla nas nagłe załamanie pogody. Otóż, w miejscu w którym prawie nigdy nie pada deszcz, nas spotyka … burza! I to nie byle jaka! Granatowe chmury przychodzą zza gór i zupełnie nie mogą przedostać się na drugą stronę doliny. Na brzegach doliny grzmi i błyska, widzimy tęczę za tęczą, a nad samą depresją niebo jest niebieskie niebieściutkie. Przez chwilę spadają na nas wielkie jak groch krople, po czym nawałnica znika za horyzontem. Fantastyczne zjawisko!

2014_usa_dolina_smierci_25

A wracając do kontrastów, to najbardziej dają nam do myślenia dwa współgrające tu ze sobą światy. Jeden to pustynia i jej mieszkańcy przyzwyczajeni do braku wody oraz cały zastęp rangerów nawołujących nas wszystkich do oszczędzania każdej kropli wody zawsze i wszędzie. Drugi zaś świat to resort Furnace Creek, znajdujący się w samym centrum Doliny Śmierci, mający w ofercie dla swoich gości nie tylko basen pływacki, ale też soczyście zielone, bez przerwy nawadniane pole golfowe …

Poza tym odkrywamy że Dolina Śmierci to nie tylko depresja, pustynia i księżycowe widoki, z którymi przeciętny turysta to miejsce kojarzy, ale też całe mnóstwo smutnej historii pionierów – opuszczone dawno temu górnicze miasteczka poszukiwaczy złota, ciężka praca przy wydobyciu boraksu, krótko istniejąca niesamowita „fabryka” do wyrobu węgla drzewnego.

2014_usa_dolina_smierci_27

Dolina Śmierci to także prawdziwa pustynia z wielkimi wydmami Mesquite Flat Sand Dunes. Wybieramy się tam z samego rana, nie tylko ze względu na łaskawe temperatury, ale przede wszystkim dlatego, że popołudniami wieje tam szaleńczy wiatr wzbijając obłoki pyłu, przez co warunki robią się naprawdę ekstremalne. Nad ranem to ogromna, rodzinna piaskownica, na którą Ania bierze nawet wiaderko i łopatkę ;)

2014_usa_dolina_smierci_34

Innego razu docieramy na pole wulkaniczne na północy parku. Lejowaty krater Ubehebe robi na nas wielkie wrażenie, ale to przy mniejszym Little Hebe spędzamy większość czasu, obchodząc go wokół i podziwiając ten księżycowy krajobraz, który znowu mocno kontrastuje z soczyście niebieskim niebem.

2014_usa_dolina_smierci_39

Wiem, powtórzę się, ale Dolina Śmierci to jest naprawdę fascynujące miejsce! Opuszczamy ją po 4 dniach lekko odwodnieni, zasuszeni i z włosami sztywnymi od piachu. Ale jesteśmy szczęśliwi. Było warto! I to bardzo! :)

Otagowany , , , , , , .Dodaj do zakładek permalink.

24 Komentarzy do Dolina Śmierci

  1. LukaszR mówi:

    A w kraterze Ubehebe to jest opuszczona fabryka doniczek? :)

  2. Karol mówi:

    … że kiedy ostatni raz tam padało mówisz?

    • Domi mówi:

      No ostatnio to pewnie nie tak dawno temu, bo przecież tam teraz środek srogiej zimy z 20-stoma stopniami na plusie i pewnie raz na czas spadnie nawet parę milimetrów deszczu :)
      My byliśmy we wrześniu, więc ta burza to był efekt jakiegoś większego załamania pogody i ulewnych deszczy, które nawiedziły cały zachód. Nawet Utah i Arizona tonęły w tym czasie w błocie.

      Ale nas już nic nie zdziwi, bo nawet na Atakamie spadł nam śnieg. A podobno to najsuchsze miejsce na świecie…;)

  3. Osobiście jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do USA, bo miałam takie wyobrażenie, że nic ciekawego tam nie ma. Całkiem niedawno jednak mój znajomy wrócił z road trippa po zachodnim wybrzeżu i oglądając zdjecia byłam mega zaskoczona różnorodnością. Dolina Śmierci wygląda super – to chyba jedno z tych miejsc, które by mi się podobało :)

    • Domi mówi:

      Zachodnie wybrzeże i cała wyżyna Kolorado są naprawdę fantastyczne ;) Dla nas to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie! O tych rejonach zaczynamy dopiero pisać na blogu i najlepsze jeszcze przed nami!

  4. Ogromnie się cieszę, że Was znalazłam i to jeszcze z tak fantastyczną relacją! Marzy mi się ta cała Dolina Śmierci i kiedykolwiek miałam okazję o niej się uczyć na studiach, to byłam w siódmym niebie! Death Valley, kojarzy mi się z czymś tak nieosiągalnym i niebezpiecznym. A te formy geologiczne i cała geologia tego miejsca to raj dla mnie – geoturysty! :) Super zdjęcia!!!

    • Domi mówi:

      Nawet nas, nie-geologów, zainteresowało wiele miejsc, a już najbardziej pod tym względem podobał nam się Wielki Kanion, w którym różnokolorowe warstwy daleko w głąb ziemi widać jak na dłoni.
      To rzeczywiście niezłe pole do działania dla geologów!

  5. Julia Raczko mówi:

    Umarłam, jakie foty!!! A pustkowie, jak w Australii. Chociaż może nawet większe… Zazdroszczę! USA na mojej liście jest, ale musi jeszcze poczekać. A Wy to Australię trochę ominęliście, co?

    • Domi mówi:

      Na Australię mamy WIELKĄ ochotę, ale zostawiliśmy ją sobie na któreś kolejne wakacje ;) Tym razem odwiedziliśmy tylko Sydney … reszta musi poczekać.

  6. Natalia mówi:

    Fenomenalne zdjęcia, w przypływie ekscytacji mam ochotę odwołać wszystkie poczynione rezerwacje i obrać kurs na to zachwycające miejsce. Nie wiem, jak przez dłuższy czas funkcjonować w temperaturze 45 stopni, choć powinnam się tym zainteresować, bo niedługo przyjdzie mi w takich warunkach pojeździć po Emiratach i Omanie. Ale Wy przeżyliście, więc jest do zrobienia! Ale wracając do Doliny Śmierci- czuję ogromną zazdrość, z gatunku tych, które motywują do wybrania się w tak cudowne miejsce:)

    • Domi mówi:

      Sprzedam Ci sposób Ani na funkcjonowanie w takiej temperaturze – lody na śniadanie, obiad i kolację :))))) Najlepiej czekoladowo – miętowe! :))))

  7. Emi mówi:

    O ile uwielbiam upały i chętnie sprawdziłabym jak to jest w tym wielkim piekarniku to 48 stopni w Indiach też wspominam jak piekło! Podpisano, wasza wierna fanka ;)

    • Domi mówi:

      Hehehe, mamy szczęście, że takie temperatury się nam sporadycznie zdarzają :) Ja sobie nie wyobrażam funkcjonować tak rok w rok…

      Choć z drugiej strony wróciłam właśnie cała przemarznięta z zakupów … i dużo bym dała za taki piekarnik! Nawet w Indiach, a co! ;)

  8. Idealne widoki! Jak to dobrze, że już niedługo będę w Maroku

  9. Ania mówi:

    Witam. Mam pytanie jaki jest koszt rocznej podróży po świecie? Chcemy się wybrać z mężem w 5 miesięczną podróż po Azji. Pozdrawiamy

  10. gwiezdna mówi:

    uwielbiam takie kamienisto-pustynne formacje, fantastyczne zdjęcia! póki co musi mi wystarczyć namiastka na chorwackim Pagu. pozdrawiam i czekam na ten post o finansach :)

  11. Pawel mówi:

    A nie chcieli byście odwiedzić np. Amazonki i tereny Brazylia, Gujana Francuska, Suriname , Gwatemala, Panama , Kostaryka? :) (jak tak to kiedy można by się spodziewać relacji stamtąd? :)
    Pozdrawiam.

  12. Ludwikowska mówi:

    Hejka, czytam Wasz blog i jestem pozytywnie zszokowana. Chcę się wybrać w te wakacje do stanów i przejechać z N.Y. do Los Angeles, (czy jakoś tak). tylko nie wiem jak to technicznie wykonać ? bo jak wypożyczę auto w NY to co z nim zrobie w LA ?? Podpowiedzcie coś, Ania

    • Piotrek mówi:

      Wszystkie sieciówki mają biura w każdym większym mieście w USA i zazwyczaj nie ma problemu z wypożyczeniem auta w jednym miejscu i oddaniem w drugim. Jest tylko jedno ale – za takie coś wypożyczalnie naliczają „one way fee”, które zazwyczaj wynosi kilkaset dolarów (np. 600…). Musisz więc przekalkulować, czy Ci się to opłaca, czy nie :) Inna sprawa jest taka, że droga z NYC do LA to minimum 4500 kilometrów, z czego większoć to będzie nuuuuudna autostrada. Jeśli wybierasz się na wakacje i chcesz zobaczyć ładne miejsca w Stanach, to proponuję skupić się na parkach narodowych na zachodzie – Kalifornia, Arizona, Utah ;)

      Jeśli chcesz po prostu przejechać Stany w poprzek, to na Twoim miejscu wybrałbym słynną Route 66 z Chicago do Santa Monica (tuż przy LA).

Odpowiedz na „EmiAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>