Koczujemy w Uyuni

2014_boliwia_uyuni_04

W San Pedro de Atacama spędziliśmy niemożliwie dużo czasu, dwoma tygodniami pobijając nasz wakacyjny rekord zasiedzenia się w jednym miejscu. Ze świeżymi siłami i dużą dawką optymizmu ruszyliśmy więc w stronę Boliwii. Standardowa metoda przedostania się do Uyuni w formie trzydniowej wycieczki nie bardzo nam pasowała ze względu na dużą różnicę wysokości – San Pedro jest na około 2400 metrów, podczas gdy pierwszy nocleg przy Lagunie Colorada to prawie 4300! To by mogło grozić mocnym bólem głowy, którego chcieliśmy uniknąć. Woleliśmy najpierw pojechać do Uyuni, zaaklimatyzować się na 3600 metrów i dopiero później wziąć byka za rogi ;)

2014_boliwia_uyuni_01

Mieliśmy wielką ochotę pojechać pociągiem z Calamy, ale zdania co do kursowania pociągu były podzielone, więc wybraliśmy opcję niestandardową  – niby nie z trzydniową wycieczką, a jednak poniekąd tak :) Do granicy Hito Cajon dojechaliśmy busem wraz z Chilijczykami i Boliwijczykami, a na granicy przerzucono nas do jeepa, który właśnie wracał do Uyuni z trzydniowej pętelki. Przekonaliśmy się dzięki temu, czego po takiej wycieczce można się spodziewać, zobaczyliśmy parę niesamowitych miejsc, porozmawialiśmy z ludźmi o tym co warto a co nie … no i co najważniejsze po drodze nie przydarzyła nam się żadna z niesławnych przygód – nie budziliśmy podpitego kierowcy z drzemki, ani nie wyprzedziło nas odpadające koło ;) Tym samym ochota na podbój boliwijskiego Altiplano zrobiła się nam jeszcze większa!

W Uyuni wylądowaliśmy wieczorem tuż przy samym turystycznym skwerku, z braku sił i ochoty do łażenia w ciemnościach wzięliśmy co było do spania i do jedzenia … i na dzień dobry (a raczej na dobry wieczór) przeżyliśmy szok cenowy! 60 złotych za norowaty zimny pokój i 40 złotych za marną pizzę … nie takich cen spodziewaliśmy się po Boliwii!

2014_boliwia_uyuni_15

Rano z łóżka wyciągnęły nas nietypowe odgłosy „paradujących” mieszkańców. Korowód był bardzo kolorowy i taki … egzotyczny! Myśleliśmy naiwnie, że to taki lokalny folklor, więc uśmiechaliśmy się od ucha do ucha na widok pokrzykujących kolorowych Indianek z zamotanymi na plecach dziećmi i panów strzelających petardami. Szybko jednak okazało się, że to żadna wesoła parada, ale protesty które uwięziły nas w Uyuni na ładnych parę dni. Protestujący zablokowali wszystkie ulice, z Uyuni nie wyjeżdżały ani autobusy, ani pociągi, ani wycieczkowe jeepy.

Na szczęście dotarli do nas Magda i Szymon i razem jakoś było nam łatwiej w całej tej beznadziei. Najpierw skupiliśmy się na szukaniu rozsądnej agencji turystycznej, a gdy te z powodu blokady miasta zamknęły się na cztery spusty, znów usiedliśmy wspólnie nad planem B…

2014_boliwia_uyuni_07

W międzyczasie plątając się uliczkami niezbyt ciekawego Uyuni znaleźliśmy panie serwujące świeże owocowe soki i lody dopiero co ukręcone a do tego stołówkę serwującą tanie obiady. Zmieniliśmy też noclegownię, bo niestety w pierwszym hostelu po wielu prośbach i groźbach nie udało nam się wynegocjować obiecanego ciepłego prysznica i działającego wifi i zamiast tego usłyszeliśmy, że mamy muchos problemas i możemy sobie iść gdzie indziej. W nowym miejscu cieszyliśmy się jak dzieci z luksusu jakim okazała się gorąca woda w prysznicu i nawet zaakceptowaliśmy fakt, że rano woda w rurach jest zamarznięta i kibelek spłukuje się z wiadra. Niestety pokoje były tam jeszcze zimniejsze, więc nie namyślając się długo zakupiliśmy w lokalnym sklepiku-garażu małe grzejniczki farelki co przynajmniej choć trochę podniosło nam morale. Ale tylko trochę, bo po paru dniach bezczynnego koczowania w Uyuni chcieliśmy wreszcie ruszyć dalej! Szczególnie że tuż za rogiem znajdowały się krajobrazy dla których do Boliwii przyjechaliśmy!

2014_boliwia_uyuni_05

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

15 odpowiedzi na „Koczujemy w Uyuni

  1. Agnieszka mówi:

    Piekny, kolorowy i ciekawy blog. Tak sie ciesze, ze Was wszystkich razem widze w tak dobrej kondycji. Trzymajcie sie!! Kaatje

  2. Natalia mówi:

    Mój kolega ma rodzinę w Boliwii i uprzedzał mnie, że jest tam drogo… No i w niektórych miejscach, bardzo zimno (jak widać na Waszych zdjęciach). Powodzenia w wydostaniu się z miasteczka!

    • Domi mówi:

      Są tu duże dysproporcje i w turystycznych miejscach jest kilkukrotnie drożej niż tuż za rogiem. Na szczęście szybko nauczyliśmy się jeść tanie almuerzo, czyli dwudaniowy obiadek za 5 złotych :) Tylko na tanie nocowanie nie znaleźliśmy sposobu, bo lubimy mieć własną łazienkę z ciepłą wodą… A Uyuni to biegun zimna, ale na szczęście farelka daje radę :)

  3. haha, a mnie nikt nie wierzy, kiedy mowie, ze jest drogo w Boliwii:) Ale 60 zeta za pokoj bez ogrzewania i cieplej wody to skandal! Ja placilam za takowy 12 zl… Moze podwyzszyli ceny z powodu protestu, a moze mieliscie pecha. Dobrze jednak, ze w koncu udalo wam sie z tamtad wydostac:)

  4. mea mówi:

    Cudowna podroz i cudowne zdjecia. Czy mozecie zdradzic w jakim programie obrabiacie zdjecia? Nie moge na nie napatrzec!!! Zycze powodzenia na Waszej trasie. Pozdrowienia z Czech!

    • Domi mówi:

      Dzięki! Na obróbkę zbyt wiele czasu nie mamy, raczej przerabiamy tylko z RAW na JPG i coś tam przytniemy i podjaśnimy ;) Używamy Lightrooma.

  5. Poncz mówi:

    Aż tak się pozmieniało? W zeszłym roku dojechaliśmy do Uyuni w nocy, więc wzięliśmy pokój w pierwszym lepszym hotelu i płaciliśmy 30 zł z dwójkę. Na pewno były tańsze (to był nasz najdroższy hotel w Boliwii). Nie wiem jak pizza, ale porcja kurczak z frytkami i surówką wychodziła 5-7 zł w zależności od miejsca i rozmiaru. A jak teraz? Kurde nie straszcie :P

    • Domi mówi:

      My zazwyczaj ze względu na Anię bierzemy dwójkę z własną łazienką i taki luksus w Uyuni niestety kosztuje 140 boliwianos ($20) albo i więcej, ale bez łazienki jest dużo taniej bo dwójkę można dostać za jakieś 80 boliwianos. Na turystycznym skwerku dania pomiędzy 40 a 70 boliwianitos, ale tuż za rogiem u babki z obiadkami jadaliśmy po 11-12 za zupkę z drugim, więc chyba od zeszłego roku nie podrożało ;) Ale cena pizzy i tak zmroziła nam krew w żyłach ;)

      • Poncz mówi:

        Bo pizza to danie restauracyjne w Boliwii ;). Po większym miastach rozejrzyjcie się za dwudaniowymi kolacjami (które Polak raczej nazwie obiadem :P) za 5-6 boliwianos. Jakość przeróżna, ale w większości smaczne i syte. A z przysmaków to mogę polecić np. serca wołowe z grilla czy smażona yuca. A co najważniejsze – chicha istnieje w wielu odmianach, nie tylko z kukurydzy. Chicha de mani to dla mnie wystarczający powód, żeby wrócić do Boliwii :D. Szczególnie w połączenie z Sopa de mani! :D

        P.S.
        Jeżeli dalej się tam nudzicie, to cmentarzysko pociągów jest zaraz za miastem, chwila na piechotę.

        • Domi mówi:

          Teraz już jesteśmy w La Paz. Na szczęście udało nam się opuścić Uyuni i też zobaczyć to wszystko co chcieliśmy ;) A przy pociągach spędziliśmy pół dnia!

          Chicha de mani musimy jeszcze spróbować. Póki co żywimy się almuerzo, koktajlami owocowymi, lodami i hamburgerami z budek :) Jest pysznie!:)

  6. basiaggg mówi:

    cześć rodzinko! my również chwytamy dzień w Am. Płd. z naszą trójką dzieciaków. może się spotkamy po drodze? Teraz jesteśmy w Ekwadorze, zmierzamy powoli w dół: Peru, Boliwia, Chile itd

    • Domi mówi:

      Bardzo chętnie! Póki co jeszcze przez parę dni jesteśmy w Boliwii, ale później jedziemy do Peru. Będziemy tam do połowy lipca i pewnie wystarczy nam czasu tylko na Titicaca, Machu Picchu, Pisco i Limę. A jakie Wy macie plany?

    • nankin3 mówi:

      cześć – my już prywatnego maila do rodzinki z lista pytań i wyrazami uznania wysłaliśmy – a teraz do basiaggg – jesteśmy z dwójka naszych Maluchów w Santiago de Chile 8 lipca i startujemy w góre – może uda nam się spotkać???
      pozdrowienia dla wszystkich
      goska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *