Dzieciaki

2014_laos_dzieci_01

Żadne z do tej pory odwiedzonych przez nas miejsc nie skłoniło mnie do tylu refleksji, co plemienne wioski w górach północnego Laosu. Niby przejeżdżając skuterem przez przydrożne wioski wokół Luang Namtha zauważaliśmy biedę. Niby widzieliśmy malutkie półnagie dzieci bawiące się tuż przy ulicy, jak też starsze dzieciaki pracujące w polu. Jednak dopiero wizyta w górskiej wiosce sprawiła, że w mojej głowie nazbierało się tyle emocji, które ciężko wyrazić i tyle pytań, które z pewnością na długo pozostaną bez odpowiedzi.

W wioskach do których docieraliśmy były głównie dzieci i to te najmłodsze. Starsi albo byli w szkole, albo w polu z rodzicami. Dzieci, które nas witały najczęściej były rówieśnikami Ani. Biegały całymi bandami po wiosce, ogrzewały się przy ognisku, rozłupywały maczetami trzcinę cukrową. Były całe umorusane i zakatarzone, czasami bose, czasami biegające nago. Zaniedbane. Pozostawione same sobie na całe dnie. Widok siedmiolatki opiekującej płaczącego dwulatka nie był rzadki. Tak samo jak widok młodziuteńkich matek, tak na dobrą sprawę też jeszcze dzieci, traktujących chłodno i obojętnie swoje niemowlęta…  Śpiąc w bambusowej chatce, w temperaturze nie wyższej niż 10 stopni i naciągając na Anię puchowy śpiworek myślałam o tych wszystkich dzieciach, które widzieliśmy w wiosce. O ich lichych, podziurawionych ubrankach i o katarze lejącym się z nosa. O tym czy aby na pewno mają się czym w nocy przykryć? O tym co by trzeba było zrobić, żeby poprawić ich sytuację. O tym, czy aby wystarczy im przyslac paczkę z ciepłymi ubraniami, czy trzeba czegoś więcej? Czegoś zupełnie innego…

Tak bliskie spotkanie z dzieciakami i warunkami w jakich przyszło im żyć to trudny i smutny temat dla podróżującego rodzica. Jest to też jedna z lekcji życia dla podróżującego dziecka, bo na przykładzie Ani widzę, że maluch wiele zauważa i o wiele pyta…

2014_laos_dzieci_06

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

7 odpowiedzi na „Dzieciaki

  1. Włóczykijka mówi:

    Wczoraj wpadła mi do rąk książka opisująca kilkoro dzieci wybranych z różnych zakątków świata…Bodajże Unicef ją wydał, taki album dla młodszych czytelników. Było po kolei o dostępie do pitnej wody, odpowiednim jedzeniu, domach, edukacji i opiece medycznej oraz zabawach. Liczby, o jakich tam wspominali były szokujące! Musiałam się nieźle spiąć, bo zwyczajnie chciało mi się płakać… Chyba tym trudniej jest przejść obok takiego ubóstwa i tak raniącej niesprawiedliwości, kiedy samemu się jest rodzicem… Tyle, że jednorazowa pomoc w postaci ubrań, zabawek, zeszytów, jedzenia i nie wiem czego tam jeszcze, nie załatwia sprawy…Nie chcę przez to odmówić racji bytu akcjom pomocowym, ale wydaje mi się, że i one powinny działać na zasadzie: dam ci wędkę, a nie gotową rybę.

    • Domi mówi:

      No więc właśnie…
      Dużo się mówi o odpowiedniej edukacji i to obejmującej nie tylko dzieciaki, ale też ich rodziców … Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jak to w rzeczywistości wygląda. Myślę, że gdy wrócimy, to zainteresuję się tym tematem. Chętnie bym też zobaczyła tą książkę o której piszesz. Będę jej szukać ;)

  2. To są chyba najtrudniejsze pytania, na które trzeba odpowiedzieć. Nam się zdarzyło kilka razy słyszeć pytania M., dlaczego jakieś dziecko wygląda tak źle (a nie podróżujemy przez tereny, gdzie bieda jest największa), podobnie – M. jest bardzo wrażliwa na zły los zwierząt i tu już nawet w Polsce trudno wyjaśnić, czemu jest tak, a nie inaczej i czemu jedna żywa istota krzywdzi drugą…

  3. gwiezdna mówi:

    jakbym moją własna babkę widziała z najmłodszym bratem! całe życie miała żal do rodziców, że ją ze szkoły zabrali jak była w IV kl, żeby go niańczyła, nie skończyła podstawówki :\ świadomość musi wyjść od rodziców, inaczej nie da rady poprawic bytu tych dzieciaków…

  4. Niestety, problem tkwi w ubóstwie kraju, ale również i w kulturze. My też mimo braku aż tak skrajnych obrazków usłyszeliśmy pytania, ostatnio w Albanii. Niestety w Polsce też się pojawiały w czasie szwędania się po bocznych drogach.
    Trudno to wyjaśnić dziecku :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *