2013_indonezja_lovina_07

Z Jawy na Bali przedostaliśmy się promem bez większych problemów.  Z przystani szybko zostaliśmy zgarnięci na przystanek lokalnego autobusu i czekając na odjazd dwa razy udało nam się przechytrzyć kolejnego oszusta*. Nocleg w Lovinie znaleźliśmy praktycznie zaraz po opuszczeniu autobusu, trafiając w naprawdę fajne miejsce. Piękny basen, przyjemny pokój z klimą i do tego cena zbita o połowę! To są zalety pory „po sezonie”:) Zmęczeni i brudni po wulkanicznych przygodach postanowiliśmy zostać w Lovinie na trochę dłużej. Przez pierwsze trzy dni niemal nie wychodziliśmy z basenu. W przerwach między jednym a drugim pływaniem znaleźliśmy targ z owocami, przyjemną restaurację i bibliotekę! Długo się nie zastanawiając zapisaliśmy Anię do biblioteki i przychodziliśmy dzień w dzień po nowe książeczki dla naszego małego mola książkowego ;)

2013_indonezja_lovina_11

Na plażę dotarliśmy dopiero w trzeci dzień i był to zarazem nasz pierwszy i ostatni raz na plaży ;) W Lovinie plaża jest mało zachęcająca. Czarny wulkaniczny piasek można byłoby jeszcze przecierpieć, ale brudną wodę i zalegające na plaży śmieci już nie. Na pewno nie wtedy, gdy ma się pod nosem czyściutki basen na wyłączność ;) W Lovinie spędziliśmy równy tydzień. Wypoczęliśmy na maksa, złapaliśmy pierwszą opaleniznę, poznaliśmy nowe balijskie smaki … i trochę pozwiedzaliśmy okolicę skuterem :)

*Gdyby ktoś z Was jechał lokalnym autobusem z przystani promowej do Loviny, to nie należy płacić za bilet chłopakowi, kiedy jeszcze bus stoi na dworcu. Do nas 2 razy przyszedł ten sam chłopak, mówiąc że musimy u niego kupić bilet, bo kierowca nie mówi po angielsku, a my nie mówimy po indonezyjsku. Biletów jako takich nikt tutaj nikomu do ręki nie daje i gdy bus już ruszył chłopak się ulotnił, a chwilę później podszedł do nas prawdziwy bileter i myślę, że nic by nie pomogło tłumaczenie, że my już płaciliśmy…

9 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *