Poon Hill

2013_nepal_poon-hill_06

No i wreszcie gwóźdź programu, idziemy na trekking! Normalnie wygląda to tak, że najpierw trzeba się przespacerować do lokalnego biura podróży, a tam czeka już na nas obszerne menu z trekkingami, w pakiecie kupujemy portera-tragarza, na życzenie przewodnika, noclegi i co kto sobie zażyczy. Ponieważ my zdecydowaliśmy się na popularny i nietrudny wariant pt. Poon Hill, postanowiliśmy zrezygnować z wszelkich udogodnień i wybrać się na własną rękę. Porter nam niepotrzebny, poza tym chcieliśmy iść własnym tempem, a nie z zegarkiem w ręce trzymać się planu. Nasz trek znajduje się na terenie Annapurna Conservation Area, dlatego wcześniej czekała nas jeszcze wizyta w biurze ACAP i wyrobienie pozwoleń i kart TIMS, za co niestety trzeba było słono zapłacić. Bez papierków daleko byśmy nie zaszli, bo już na początku szlaku znajdują się punkty kontrolne.

Dzień 1

2013_nepal_poon-hill_01

Czekamy tylko na pogodę i gdy wreszcie po kilku dniach deszczu budzimy się i widzimy kawałek błękitnego nieba, od razu decydujemy się opuścić nasz hotel i łapiemy taxi do Nayapulu. Tym razem rezygnujemy z autobusu i darujemy sobie odrobinę luksusu bo czeka nas teraz parę dni deptania. Na szlak wyruszamy w samo południe. Zaczyna się łagodnie, szlak wiedzie wzdłuż rzeki i powoli pniemy się pod górę szeroką drogą, którą co wygodniejsi pokonują jeepami. Mijamy po drodze kilka wiosek i około 17 docieramy do Tikhethungi. Na dziś wystarczy, lokujemy się w samym centrum wioski w guesthousie prowadzonym przez żołnierzy Gurkha.

Dzień 2

2013_nepal_poon-hill_08

Chyba wszyscy już wyszli, a my dopiero zwlekamy się na śniadanie. Ruszamy dopiero ok. 9, ale pogoda jest dobra, więc humory dopisują. Na początek dwa wiszące mosty, a przy nich huczące wodospady. Zaraz później 500 metrów przewyższenia po stromych schodach wyciska z nas pierwsze poty. Niestety później pogoda zaczyna się pogarszać i zaczyna się mżawka, ale nadal jest na tyle ciepło, że idziemy bez kurtek. W międzyczasie Ania ucina sobie długą drzemkę w nosidełku, więc nadrabiamy niezły kawałek drogi i zatrzymujemy się na obiad 1,5 godziny od naszego celu. Na koniec dnia zaczyna ostro lać i ostatnie 40 minut to już niezły sprint w deszczu na samą górę. Docieramy do Ghorephani ok. 17, szybko znajdujemy nocleg i rozkładamy się wokół kominka susząc ciuchy i popijając gorącą herbatkę z cytrynką. Nie ma nikogo oprócz nas i jest bardzo przytulnie. W nocy od razu robi się zimno, bo budynek jest stary i drewniany, a na wyposażeniu pokoju są tylko koce. Za to nasze puchowe śpiwory spisują się na medal :)

Dzień 3

2013_nepal_poon-hill_15

Na Poon Hill większość ludzi wchodzi przed świtem by oglądać wschód słońca. Ponieważ my jesteśmy wyjątkowi, wschód słońca przesypiamy i budzimy się o wpół do siódmej. Szybki rzut oka na widoki za oknem i od razu wiemy, że warto było! Widok zaśnieżonej Annapurny – bezcenny. Po śniadaniu powolnym krokiem zbieramy się na szczyt i po drodze spotykamy tylko starszego anglika, który na Poon Hill wchodzi któryś już raz, żeby zrobić jeszcze parę fotek nowym aparatem. Ponieważ jednak zaczynają zbierać się chmury, w połowie drogi uznaje, że dziś nic nie pyknie i zawraca na dół. My dochodzimy na szczyt i spotykamy tam parę osób, ale po chwili zostajemy sami. Rozsiadamy się na ławce i otwieramy paczkę czipsów – taką Ania wybrała sobie nagrodę za zdobycie góry :) Całą drogę w dół Ania dumnie schodzi na własnych nogach rozmawiając z Duchem Himalajów ;)

Dzień 4

2013_nepal_poon-hill_18

W nocy była nawałnica. Brzmiało to tak, jakbyśmy spali tuż przy ogromnym wodospadzie. Jednak rano znowu powitało nas niebieskie niebo i widok zaśnieżonej Annapurny. Od razu rzuciło się nam też w oczy, że niżej, tam gdzie wczoraj jeszcze śniegu nie było, dzisiaj już jest. Trochę przedłużamy śniadanie i ruszamy w dół. Tempo mamy dobre, ale po godzinie znowu przychodzi chmura i robimy dłuższy postój. Siedzimy przy herbatce dobre półtorej godziny, ale ponieważ wcale się nie poprawia, postanawiamy iść dalej pomimo deszczu. Kupujemy dodatkową folię, żeby okryć Anię i od razu nam dziewczyna w nosidle zasypia. Przejaśnia się dopiero na schodach w dół do Tikhethungi, a my zatrzymujemy się trochę niżej, w Hille.

Dzień 5

2013_nepal_poon-hill_24

Śniadanie dojadamy na zewnątrz prażąc się w słońcu. Ania zarabia dwie czekolady za pozowanie do zdjęć. Pakujemy się i powolnym krokiem wchodzimy na szeroką drogę z jeepami. Do Nayapulu dochodzimy przed 15, a tam czeka już na nas rząd taksówek. Docieramy do Pokhary późnym popołudniem i tradycyjnie już, zaczyna się oberwanie chmury. Chłopak z hotelu mówi, że to już jest przesada, taki monsun w październiku…

2013_nepal_poon-hill_12

Krótki trekking na Poon Hill pokazał nam, że Himalaje to nie tylko ośmiotysięczniki dla himalaistów, ale także doskonałe miejsce do wędrówek dla wszystkich, nawet dzieciatych. Technicznie jest dużo prościej niż w Tatrach czy Alpach, więc nie ma problemu, żeby wybrać się z nawet bardzo małym dzieckiem. Nie trzeba brać ze sobą żadnego prowiantu czy dużych zapasów wody, bo wszędzie można dobrze zjeść i zatankować. Dlatego też plecaki są lżejsze i w sumie nie widzimy sensu brania tragarza. No chyba, że ktoś koniecznie chce iść na lekko z samym iphonem w ręku, a widzieliśmy dużo takich :) Nie ma też problemu z noclegami. Tea housy, które my odwiedziliśmy, były na zdecydowanie lepszym poziomie niż polskie schroniska, a cena dosłownie symboliczna, bo średnio 5 złotych za ładny prywatny pokój. Właściciele stawiają na pieniądze z jedzenia. Jest jakieś dwa razy droższe niż w mieście, ale 10-15 złotych za obiad to w takim miejscu rozsądna cena, jeśli weźmie się pod uwagę, że większość zaopatrzenia dociera tu na plecach ludzi i koni.

Na pewno wrócimy tu jeszcze nie raz, bo marzy nam się Annapurna Base Camp, pętla wokół Annapurny, i kto wie, może nawet Mustang? Jedyne co, to następnym razem przyjedziemy w listopadzie, bo w październiku pogoda okazała się niestety barowa.

Otagowany , , , , , .Dodaj do zakładek permalink.

16 Komentarzy do Poon Hill

  1. gwiezdna mówi:

    to ja już nic nie rozumiem, jak te Himalaje są łatwiejsze, w jaki sposób od np. Tatr, które pokonuję bez dzieci w nosidłach – może tu tkwi różnica?. zdjęcia pokazują przyjemne ścieżki to fakt :) a te mosty to bajka! w sobotę machałam Wam z Turbacza, na pewno widzieliście ;)

    • Piotrek mówi:

      Bo w Tatrach łańcuchy, a nasz trek to ścieżka dla krów, koni i porterów w japonkach ;)
      Turbacz widzieliśmy tylko przez chwilę, bo zaraz go chmury zasłoniły…

      • gwiezdna mówi:

        8 rano sierpień tego roku, moja kuzynka wchodzi na Granaty z koleżanką, mija ich gościu (na oko jakieś 60+) w japonkach i z reklamówką z biedronki w ręku „piękny wschód słońca na tych Granatach!” rzuca schodząc w dół – kuzynka z koleżanką długo zbierały opadnięte szczęki :D

  2. pan soniak mówi:

    no to teraz mam mętlik w głowie :(
    mamy w marcu jakiś tydzień do zagospodarowania i myślałam o Nepalu, a Wasza relacja jeszcze bardziej mnie podkręciła. ale teraz myślę, że tydzień to do bani. szkoda łez podczas wyjazdu. tam to chyba trzeba sobie zrobić metę podczas kolejnej zimy…

    • Piotrek mówi:

      No tydzień to malutko, bo atrakcji jest wiele :) Z tego co pogadaliśmy z ludźmi co siedzą już dłużej w Nepalu, to zima jest całkiem ok. Na mniejszych wysokościach wcale nie jest jakoś bardzo zimno, a przynajmniej pogoda jest ładniejsza, czyste niebo i pewne widoki :) Jak chcecie przyjechać to zdecydowanie polecamy jakiś fajny trekking – na co najmniej tydzień lub dwa. Nam po 5 dniach wcale nie chciało się wracać do cywilizacji ;)

  3. wspaniałe wrażenia (zazdrościmy), cudowne zdjęcia, no i super, że wybraliście się sami – my też gdzie możemy, chodzimy sami. Przewodnik to taki wredny typ, co gada, gdy chcemy milczeć, bo zaniemówiliśmy z zachwytu, pogania – gdy chcemy zwolnić, a gdy chcemy iść szybciej – to się wlecze… :)

    • Piotrek mówi:

      W Kathmandu przyczepił się do nas taki jeden, co to chciał nam szybciutko w pół godziny wszystko pokazać i nie mógł zrozumieć, że Ania w tym momencie miała w nosie zabytki, bo akurat chciała karmić gołębie ;)

  4. Pięknie! Ania bardzo dzielna :)
    Powodzenia w dalszej drodze.
    O.

  5. Włóczykijka mówi:

    Cudownie! To jest właśnie to-mieć spokój i czas, aby cieszyć się podróżą tak, jak tego chcecie. No i jakże zachęcające ceny!

  6. peregrino mówi:

    Annapurny przepiękna na Waszych zdjęciach .. podziwiam Was bardzo i zachwycam się Waszą podróżą .. wybieram się na pętlę Annapurny za rok . i czytająć uświadomiłem sobie, że choć czytałem, że póżny wrzesien nie jest zły to z Waszych doświadczeń wygląda na to, że jednak sezon deszczowy trwa do połowy października .. być może wyżej już na pętli jest lepiej .. fantastyczne zdjecia .. bardzo ciepło pozdrawiam i dziękuję za kopalnię wiedzy o Nepalu i o Indonezji gdzie też się wybieram samotnie i unikając masówek :^)

    • Piotrek mówi:

      Rozmawialiśmy z paroma osobami, które siedzą w Nepalu od paru lat i według nich październik niestety bywa kapryśny. Więc jak nie musisz jechać w październiku, to ja bym osobiście wybrał listopad. Wiadomo, może być różnie, nam w tym roku lało ponad normę, ale może być tak, że w przyszłym roku będzie bezchmurnie i góry pokażą się w całej okazałości. W każdym razie poziom mrozu to ok. 5000 m więc jak będzie lało to raczej wszędzie wokół Annapurny, bo większość treku to raczej mniejsze wysokości 2000-3000.

      • peregrino mówi:

        Bardzo dziękuję za informację .. niestety nie mam specjalnie wyboru .. zacznę pętlę w połowie pażdziernika 2014 .. zacznę podróż od Varanasi i Bodh Gaya a potem już Nepal i pętla .. będę podążał Waszymi śladami …
        pozdrawiam bardzo ciepło

  7. Weronika mówi:

    Cześć, mam pytanie odnośnie Poon Hill – czy trasa jest dobrze oznakowana? Bardzo chcemy iśc na własną rękę, aale trochę boję się, że się… zgubimy ;)
    Myślimy o trekkingu 4, max 5cio dniowym:
    Day01: Pokhara to Tikhedhunga
    Day02: Tikhedhunga to Ghorepani
    Day03: Ghorepani to Poonhill to Tadapani
    Day04: Tadapani to Ghandruk
    Day05: Ghandruk to Pokhara
    Z góry dziękuję za odp :)

    • Piotrek mówi:

      Trasa wygląda tak, że cały czas idziesz od wioski do wioski. Są jakieś tam drogowskazy, tabliczki z nazwami, ale też spotykasz dużo lokalnych ludzi i nietrudno zapytać o drogę. Raczej nie ma możliwości, żeby się zgubić ;) W Pokharze przy Lakeside jest też księgarnia, gdzie możesz kupić całkiem dokładną mapę. Dobrze jest znać nazwy wszystkich wiosek, bo wtedy wiesz czy podążasz w dobrym kierunku ;)

  8. Ewa mówi:

    Zatrzymaliście się na noc na Poon Hill czy zeszliscie od razu nizej? Trochę się obawiam spania na takiej wysokosci z dzieckiem.

    • Piotrek mówi:

      Zatrzymaliśmy się na dwie noce w Ghorepani, stamtąd rusza krótkie podejście na Poon Hill. Ghorepani to zaledwie 2874m i tak szczerze mówiąc my tej wysokości w ogóle nie odczuliśmy. Poza tym dojście do wioski zajmuje 2 dni, więc po drodze jest czas na zdobycie odpowiedniej aklimatyzacji. Powodzenia! Weźcie ciepłe śpiwory, najlepiej puchowe!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>