Sukhothai

2012_tajlandia_sukhothai_03

Jadąc autobusem z Chiang Mai miałem okazję pogawędzić z jednym europejczykiem mieszkającym na stałe w mieście o dźwięcznej nazwie Tak, niedaleko Sukhothai. Doradził nam, żeby zamiast jechać do nowego Sukhothai poprosić kierowcę o wysadzenie wcześniej, w samym centrum starego miasta i że na pewno znajdziemy tam jakieś miejsce do spania. Nie mogliśmy zrobić lepiej, bo już po kilku minutach od wysiadki znaleźliśmy ładny pokój za bardzo rozsądną cenę, minutę od głównej bramy parku historycznego. Można powiedzieć, trafiło nam się jak ślepiej kurze ziarno. Szczególnie, że to był ostatni wolny pokój :)

Następnego dnia rano wyruszyliśmy na podbój Sukhothai. Przede wszystkim park jest ogromny i koniecznie trzeba go zwiedzić rowerem. A przynajmniej tak uważają właściciele okolicznych wypożyczalni rowerów. My jednak jako urodzeni piechurzy zdecydowaliśmy się na pieszy wariant z wózkiem i każdy był z tej decyzji zadowolony. Ania w szczególności, bo w połowie dnia zasnęła, co na rowerze mogłoby być co najmniej utrudnione. Przespała w ten sposób między innymi wielkiego Buddę siedzącego w Wat Si Chum, ale w końcu nie musi przecież wszystkiego zobaczyć za młodu.

O samym Sukhothai napiszę krótko. Dla nas to zdecydowanie numero uno całego wyjazdu. Park jest niesamowity a niesamowitości dodaje lekka mgiełka unosząca się w powietrzu mimo upalnego dnia i bezchmurnego nieba. Koniecznie trzeba przyjść jeszcze raz przed zachodem słońca.

2012_tajlandia_sukhothai_15

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Sukhothai

  1. zapiera dech… zazdroszczę, ach zazdroszczę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *