Bangkockie klimaty

2012_tajlandia_bangkok_01_01

Spacerując po Bangkoku nie mogliśmy się nadziwić, że w ogóle nie czujemy się tam obco. Mimo, że nigdy wcześniej nie byliśmy w Tajlandii. Dziwiło nas to, bo przecież naokoło wszystko było zupełnie inne: temperatura, zapachy, kolory … nawet turyści!

Tak, turyści jakich spotkaliśmy na dzień dobry w Bangkoku, to snujący się jakby bez celu, z rozanielonym uśmiechem na twarzy długowłosi i wytatuowani plecakowcy. Ewentualnie snujący się i popijający soczki i szejki i przeżuwający pad thaje. Ewentualnie leżący na leżaczku do masażu lub moczący nogi w akwariach z tysiącem rybek uzdrowicielek. Przymknięte oczy, lekki uśmiech, totalny luz blues… Okolica Khao San Road, w której wylądowaliśmy, pełna była białych turystów, a Tajów znaleźć można było jedynie przy straganach i tuk tukach.

2012_tajlandia_bangkok_01_09

Jeśli ktoś lubi duże miasta i słodkie nicnierobienie, to koniecznie powinien się tam wybrać! My oczywiście chcieliśmy zobaczyć coś więcej i ochoczo zaczęliśmy zwiedzanie – Khao San Road, spacerem do Wielkiego Pałacu, wizyta w galerii handlowej (bo okazało się, że na Khao San jednak nie można kupić wszystkiego – asortyment sandałków dziecięcych jest znikomy:)), pływanie tramwajami wodnymi w dalsze miejsca i wędrowanie uliczkami i zaułkami bliżej naszego Guesthousa…

Szybko też przekonaliśmy się, że opinie o Tajach nie są wyssane z palca. Ci ludzie naprawdę są bardzo mili, uśmiechnięci, kochający dzieci. Ania na każdym kroku znajdowała wielbicieli i wielbicielki, którzy chcieli ją posmyrać po nóżce, pomachać, czy zrobić sobie z nią zdjęcie. Co najważniejsze – wszystkie te zaczepki były robione z wielkim wyczuciem i szerokim uśmiechem! Ani razu nie mieliśmy sytuacji takiej jak w Turcji, żeby Ania rozpłakała się na widok atakującego ją „wielbiciela”. Wręcz przeciwnie – Młoda dostawała małpiego rozumu, gdy tylko wyczuwała zainteresowanie swoją osobą :) Tańczyła, uśmiechała się od ucha do ucha, wygłupiała i pozowała do zdjęć :)

2012_tajlandia_bangkok_01_08

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *