Konya

konya_02

W Konya zatrzymaliśmy się z dwóch powodów. Pierwszym byli wirujący derwisze, o których się naczytałam i których chciałam bardzo zobaczyć i sfotografować. Na miejscu okazało się, że derwisze dla turystów wirują tylko w soboty :(

Drugi powód wizyty w Konya był zwyczajnie praktyczny – drogę na wybrzeże postanowiliśmy rozłożyć na dwa dni i zatrzymać się gdzieś w połowie na nocleg, żeby Ani za bardzo nie zmęczyć. I muszę powiedzieć, że bardzo się cieszę, że tam się zatrzymaliśmy.

Konya to dla nas najbardziej tureckie miasto, w jakim byliśmy w Turcji. Turystów można było spotkać tylko w ośrodku wirujących derwiszy Mevlana Tekkesi, za to na ulicach widzieliśmy głównie tubylców. Przechadzających się, odpoczywających na studni, gawędzących na ławeczkach, jedzących prawdziwe kebaby, modlących się w meczecie. Na ulicach panował taki rozgardiasz, że żałowałam, że nie wzięliśmy ze sobą wózka.

Mevlana Tekkesi jest miejscem, w którym poczułam nutkę orientu, niebieska kafelkowa wieża przyciągała wzrok, a w ogrodzie Ania wąchała róże, taplała się w kałużach i pluła sokiem z granatów ;)

Nasze dziecko po raz kolejny rywalizowało z główną atrakcją – Japończycy tak namiętnie strzelali Ani fotki, że postanowiliśmy odpłacać się im tym samym … i wróciliśmy do domu ze zdjęciami Japończyków;)

konya_10

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *