Toskania

2010_wlochy_toskania_07

To nasze pierwsze wakacje z maluchem, na które postanowiliśmy się wybrać pomimo opinii tych „rozsądnych”, którzy z niedowierzaniem pukali się w głowę, gdy wyrabialiśmy czteromiesięcznej Ani paszport. Celem pierwszego wyjazdu miało być miejsce w Europie, bo po pierwsze na Azję zabrakło nam odwagi, a po drugie w Europie ciągle jest wiele ciekawych miejsc, których jeszcze nie widzieliśmy.

Tym razem cały urlop planowaliśmy z wielką ostrożnością i (nie ma co ukrywać) z małym stresem ;) No bo przecież zupełnie nie wiedzieliśmy, jak mogą wyglądać wakacje z dzieckiem i non stop zadawaliśmy sobie mnóstwo przeróżnych pytań: jak daleko jesteśmy w stanie dojechać? czy lepsze góry, czy morze? czy uda nam się zapakować cały dzidziusiowy majdan do naszego samochodu? czy tam gdzie pojedziemy będą słoiczki z przecieraną marchewką? gdzie będziemy nocować? Do tej pory większość wakacji spędzaliśmy w namiocie lub schroniskach, ale chcąc sobie ułatwić życie pożyczyliśmy od rodziców … przyczepę kempingową i za cel obraliśmy Toskanię:) Nigdy wcześniej nie podróżowaliśmy w ten sposób więc przyczepa wydawała się być świetnym pomysłem jak na pierwsze wakacje z maluchem. Jak się łatwo domyślić podróż z przyczepą ma niewątpliwie swoje plusy, ale … ma też minusy.

Do plusów należał fakt, że każdy z postojów w drodze do Toskanii był dla nas wszystkich bardzo relaksujący. Ania rozprostowywała plecki leżąc na łóżku i wierzgała do woli rączkami i nóżkami, a my w tym czasie piliśmy świeżo zaparzoną kawę, lub wyciągaliśmy z kuchennych szafek różne smakołyki ;) W każdej też chwili mogliśmy się zatrzymać na nocleg, pod warunkiem że przy drodze znajdował się duży parking. Plusem było to, że zawsze mieliśmy ze sobą łazienkę i czystą wodę, a wszelkie dziecięce szpargały były ładnie poukładane w półkach, a nie upchnięte w walizce, czy plecaku. Jadąc z tak wielką przyczepą mogliśmy też wziąć ze sobą dużo więcej akcesoriów – tak więc mieliśmy ze sobą dwa wózki, wanienkę i całą masę mniej lub bardziej potrzebnych zabawek :) Dużą zaletą kempingowych wakacji było to, że niemal cały wolny czas spędzaliśmy na świeżym powietrzu: śniadania, obiady, drzemki i wieczorne posiadówy przy winie …

Niewątpliwym minusem jazdy z przyczepą jest przede wszystkim sama jazda z przyczepą. Mimo, że wcale nie przestrzegaliśmy limitu 80km/h na autostradzie, to i tak wlekliśmy się głównie za TIRami i w tym żółwim tempie dotarliśmy do Toskanii po 4 dniach, śpiąc każdej nocy w innym kraju. Może ciekawiej byłoby jechać drogami krajowymi, ale wtedy chyba nie dotarlibyśmy do Toskanii w ogóle :) Nie mieliśmy raczej problemów z wyrabianiem się na zakrętach czy zawracaniem, ale trzeba przyznać, że czasami było to jednak wyzwanie :)

Nasze toskańskie wakacje należały do bardzo spokojnych – dużo spacerowaliśmy po plaży i odpoczywaliśmy, moczyliśmy małe stópki w basenie, delektowaliśmy się włoskimi makaronami i winem oraz bez wielkiego pośpiechu zwiedzaliśmy okolice. A było co zwiedzać, bo w Toskanii jest wiele ciekawych miejsc i nie chodzi tu tylko o krzywą wieżę w Pizie. No i ta pogoda, która we wrześniu po prostu rozpieszcza. Nie za gorąco, ale ciągle lato w pełni, a przy okazji wszędzie prawie że pusto i ceny o pół niższe z racji zakończonego sezonu.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

5 odpowiedzi na „Toskania

  1. Orlik mówi:

    Witam ponownie!
    Z aktualna azjatycką podróżą jestem już na bieżąco :) i bardzo się cieszę, że dobrnęłam do europejskich wpisów. My też trochę podróżujemy, ale póki co ograniczamy się właśnie do Europy. Aktualnie przyzwyczajamy się do nowego członka rodziny i planujemy pierwsze wspólne zagraniczne wakacje – jeszcze pełni obaw i niedoświadczeni w tej materii. Te „Toskańskie posty” wydają się zatem być wprost dla nas :) – wielkie dzięki!
    ps. Pytanie techniczne: Bardzo spodobało nam się Wasze nosidełko (to chyba aktualne – bez stelaża). Co to za typ/firma? Czym mielibyśmy się ewentualnie sugerować przy wyborze podobnego? Mamy już nosidło („spadkowe” od znajomych), które sprawdziło się nieźle, ale jak córka była mała/lekka, a dźwiganie ponad 10kg bobasa z przodu na dłuższą metę nie należy do przyjemności, wręcz jest kłopotliwe. Mała już siedzi i powoli zaczyna chodzić, więc Wasze wydaje się być idealne (lekkie i poręczne w podróży). W miarę możliwości będę wdzięczna za informacje. Jeszcze raz pozdrawiam i życzę miłej podróży

    • Piotrek mówi:

      Nasze nosidło to Ergobaby, najlżejsza wersja bez żadnych kieszonek. Jest superwygodne, łatwe w obsłudze i ogólnie nie do zdarcia. Stelaż jest fajny na jeden dzień, ale w podróży ergo jest po prostu niezastąpione.
      Życzymy udanych wakacji! Toskania jest super :) Pozdrowienia z Kambodży!

  2. Krzysztoff mówi:

    Hej! podróż przyczepą to coś pięknego ;) czy możecie mi podpowiedzieć jakiego haka holowniczego używaliście? ogólnie widzę, że w internecie najbardziej chwalony jest hak Westfalia, możecie cos w tej materii podpowiedzieć?

    • Piotrek mówi:

      Haka mieliśmy raczej zwykłego, bez żadnych wodotrysków. Ale od haka dużo ważniejsze jest samo auto i tu do ciągnięcia przyczepy na pewno polecałbym coś większego z napędem co najmniej na tył, a najlepiej na cztery koła. Niestety ciągnąc dużą przyczepę lekkim autkiem z przednim napędem można się znaleźć w sytuacji bez wyjścia. Na płaskim może jeszcze będzie jako tako, ale przy ostrym podjeździe może być już nieciekawie, szczególnie w miałkim terenie. Takich podjazdów we Włoszech czy Grecji nie brakuje, a o zawracaniu z przyczepą to w ogóle można zapomnieć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *